sobota, 9 sierpnia 2014

Rozdział VI

- Że co?! – głos Liz Forbes rozległ się po całym budynku, o il nie po całej okolicy. Stefan aż zacisnął oczy pod wpływem ogromnego uderzenia dźwięku w jego uchu. Co się jednak dziwić, to co przed chwilą usłyszała blondynka, miało ją pokrzepić, a wprowadziło w taki zamęt i takie zdumienie, że nie można było opisać tego słowami.
- Liz… - rozpoczął Salvatore, ale niestety szeryf mu przerwała.
- Stefan, powiedz mi jak to możliwe? – mimo, że jej głos brzmiał już lepiej, to i tak słychać w nim było mieszaninę: gniewu, złości, zdenerwowania i nie do wierzenia. – Jakim cudem Elena straciła pamięć? – młodemu mężczyźnie ciężko było na to pytanie odpowiedzieć, ponieważ sam nie miał o tym bladego pojęcia.
- Nie wiem, naprawdę nie wiem. – wolną dłonią potarł swoją skroń, a następnie usiadł na fotelu. Znajdował się właśnie w swoim pokoju, w tym zaraz obok jego brat, Gilbert i lekarz omawiali jej stan zdrowia. – Odbiliśmy Elenę, była cała skrępowana, jej ciało było powiązane. Utraciła przytomność, zabraliśmy ją do nas do mieszkania. Kiedy wreszcie się obudziła to nikogo ani nic nie pamiętała. Lekarz powiedział, że ta amnezja jest najprawdopodobniej spowodowana uderzeniem, które zostało jej zadane. – powiedział to co chwilkę wcześniej usłyszał od doktora.
- Czy coś jeszcze wiadomo? Są jakieś przypuszczenia kiedy odzyska pamięć? – zadawała kolejne pytania, ponieważ bardzo troszczyła się o zdrowie dziewczyny. Zaraz po śmierci jej rodziców obiecała sobie, że będzie ją chronić.
- Na razie to tylko tyle. – skomentował, chociaż po chwili dodał – Wiem jeszcze, ze ta utrata pamięci może być chwilowa. To znaczy, że wspomnienia wrócą albo nagle i wszystkie ale może być też tak, że pojawiać będą się stopniowo.
- To przynajmniej tyle – powiedziała Forbes siadając za biurkiem. Nie miała już sił do całej tej sprawy. Wszystko zaczynało ją przerastać. Praca, rodzina a w dodatku jeszcze zajęcia w organizacji. Teraz to zdarzenie. Wszystko było straszne.
- Jest też szansa, że pamięć nie wróci jej nigdy. – bardzo zimnym i wręcz z zająknięciami powiedział Stefan. – Ale ja mam nadzieję, że tak nie będzie. Pomożemy jej.
- To mnie pocieszyłeś – zironizowała go. Wtem do jej biura zapukał ktoś, zza drzwi wychylił się Tim. – Przepraszam Stefan ale muszę kończyć. Informuj mnie o wszystkim na bieżąco.
- Jasne, nie ma sprawy. – zgodził się a następnie rozłączył połączenie.

Mikaelson nadal siedział obok mulatki. Obiecał, że jej coś wyjaśni i musi teraz to zrobić. Była taka bezbronna, przestraszona ale mimo wszystko, mimo całych tych złych wydarzeń zaufała mu. To wzbudziło w nim radość. Popatrzył jej w oczy, nie oderwali spojrzenia od siebie, więc rozpoczął opowiadać.
- Sprawa nie jest łatwa. Widzisz, dawno, dawno temu Mystic Falls stanowiło miasto wszelkich kontaktów, wywodzili się z niego najbardziej postawni ludzie. Dlatego też pewne rodziny założyły organizację. Miała ona na celu zapewnienie bezpieczeństwa, poprzez kierowanie policją, szpitalami, sądami, czasami nawet prasą a we współczesnych czasach mediami. – zapatrzył się chwilę w okno, przez które wlatywały promienie słońca ale po kilku sekundach kontynuował. – Te rodziny, były głównym jej członem. Organizacja ma nazwę, „ALL” i kontroluje cały stan. Władza w niej przechodzi z pokolenia na pokolenie. Jest dziedziczona. Twoi przodkowie byli jedną z tych rodzin, tak samo jak przodkowie Eleny Gilbert i Caroline Forbes. Kiedy skończyłyście 20 lat, cała władza przeszła na Was. Niestety, nikt Ciebie ani twoich przyjaciółek w to nie wtajemniczył. Co było ogromnym błędem – dziewczyna, przysłuchiwała się jego opowieści. Nie do końca rozumiała lub po prostu nie wierzyła w jej sens. On mimo zdziwienia wypisanego na jej twarzy dalej mówił. - Od zawsze znajdywali się ludzie, którzy pragnęli przeszkodzić jej działaniom, w głównej mierze były to osoby, którym tylko i wyłącznie zależało na pieniądzach. Nie liczyło się dla nich dobro ludzi. Wiesz, dzięki temu bardzo łatwo można zająć wysokie stanowiska. I właśnie o to w tym mniej więcej chodzi. Nathaniel, bo tak ma na imię mężczyzna, którego już chyba widziałaś, chce przejąć kontrole. Chcę aby ludzie zaczęli uważać go za autorytet. Chcę aby organizację ujawniono, ponieważ zafałszuje on jej historię i stanie na piedestale. Gdyby teraz ukazano ją światu, nie miało by to cienia sensu, ponieważ tak czy inaczej to wasze rodziny nią kierują. – zamilkł więc dziewczyna postanowiła, że zada pytanie, które nie była pewna czy jest w stanie wypowiedzieć.
- Czyli on nas się chce pozbyć, dlatego tutaj jestem? On mnie zabije? – w oczach na nowo zaiskrzyły łzy. Nie chciała umierać, bała się. Teraz wyczekiwała na odpowiedź, która może być druzgocąca.
- Nie, znaczy się – zaczął się plątać, a to wcale nie napawało optymizmem Bonnie. – Taki był początkowy plan. Ten człowiek jest nieobliczalny myślał ,że skoro pozbędzie się wszystkich członków rodzin założycielskich to on przejmie władze, niestety tak by się nie udało. Zbyt dużo osób ma o nim już świadomość i trochę go zna. Więc, żeby mógł kontrolować ALL, musi mieć waszą zgodę. Musicie podpisać papier, jakieś akta, w którym zrzekacie się wszystkiego na jego rzecz. – błędnym spojrzeniem omiotła mężczyznę. Nie wiedziała, czy są to dobre wieści czy też nie.
- Więc jeśli podpiszę to, to będę wolna? – spytała z nutką nadziei w głosie.
- Teoretycznie tak, ale jak znam West’a będzie on i tak chciał się Was pozbyć. – powiedział coś, co przyprawiło Bennett o mdłości.  – Dopóki tego nie podpiszesz będziesz bezpieczna, ponieważ chcę on twojej zgody. To nie jest też takie łatwe. Jeśli osiągnie on to co chcę, to wszystko jest stracone. Ten mężczyzna poprowadzi nasz stan w totalną rozsypkę. Kto wie co mu się w głowie tworzy, kiedyś mówił że zostanie nawet prezydentem. To byłoby okropne dla całej ludzkości. – popatrzył na dziewczynę, która jakby dopiero teraz pojmowała cały ogrom sytuacji. Nastała cisza nikt się nie odzywał. Poczuła, że na swoich barkach nosi wielką odpowiedzialność. Teraz jakby wszystko jej się układało w głowie. W pewnym momencie brunetka jakby zaczęła się zastanawiać nad czymś innym. Mikaelson nadal się jej przypatrywał. Odwróciła ona głowę w jego stronę i zadała pytanie. Ciężkie pytanie, które zbiło go z tropu.
- Skoro tak o nim mówisz, to dlaczego dla niego pracujesz? Co z tego będziesz miał? – zdziwiło to trochę Kola, ponieważ nie spodziewał się takiego obrotu sprawy.
- Nie mogę Ci tego powiedzieć. – skończył i wstał z łóżka, dziewczyna nadal się w niego wpatrywała.
- Ale Kol… – nie zdążyła nic powiedzieć, bo jej przerwał.
- Skończmy temat, nie powinienem Ci nic mówić. Zajmijmy się czymś innym. – to mówiąc oddalił się w stronę przyniesionych przez siebie wcześniej przedmiotów. W nich był między innymi magnetofon. Podszedł on z nim do gniazdka i podłączył go. Do środka włożył jedną z płyt. Po pokoju rozległ się dźwięk piosenek zespołu Coldplay.

Otworzył lodówkę i wyjął z niej potrzebne produkty, aby przygotować coś do zjedzenia blondynce. Kiedy zaczął kroić pomidory jego komórka odezwała się. Odczytał SMS’a od swojego przyjaciela. Jego treść nie za bardzo wyjaśniała mu wszystko, ale dobitnie dawała do zrozumienia proste przesłanie.
„Elena ma amnezje. Nie mów nic Caroline.”
Próbował wyobrazić sobie co takiego mogło się tam stać. Zastanawiał się, czy szatynka zrobiła cokolwiek, co ich pogrążyło. Po chwili usłyszał jednak tupot i w kuchni pojawiła się panna Forbes.
Caroline musiała już drugi raz tego dnia się przebrać. Nie podobało jej się to, ale przecież nie będzie chodzić cała mokra od herbaty. Wchodząc znów do jadalni zauważyła, że mężczyzna wziął sobie jej słowa do serca i rzeczywiście postanowił przygotować  coś do zjedzenia. Usiadła przy stole i czekała aż skończy. Musiała całym swoim zachowaniem pokazywać, że nie wzbudza on w niej strachu.
- Proszę – powiedział z sarkastycznym  uśmiechem i postawił przed nią talerz z kanapkami. Wyglądały prawie tak samo, jak te poprzednie.
- Wreszcie – odpowiedziała z równie wyczuwalna ironią. Mężczyzna skomentował to głośnym śmiechem, po którym usiadł naprzeciwko dziewczyny. Patrzył jak jadła kęs po kęsie zrobiony przez niego posiłek. To spojrzenie powodowało, że czuła się skrępowana, więc od razu postanowiła, że coś na ten temat mu powie. – Teraz będziesz tak tu siedział i się na mnie gapił? – zapytała hardo. Mikaelson znów się roześmiał.
- Widzę, że zrobiłaś się odważniejsza. – zbył z początku jej pytanie, ale chwilkę potem postanowił na nie odpowiedzieć. – Chcąc nie chcąc muszę Ciebie pilnować. – znów wydął usta w uśmiech, mimo że miał być on sztuczny to wyszedł całkiem prawdziwie. Blondynce za to spodobały się słowa, że jest odważniejsza, postanowiła że będzie podtrzymywać tę wersje.
- Tak, więc teraz będziesz patrzył na wszystko co robię. Super! Bo przecież mogę zakrztusić się herbatą, albo kęsem kanapki. – znów chciała wyjść na z lekka arogancką, żeby pokazać mu swoją wyższość. Niestety jak na złość, kiedy po tych słowach pociągnęła łyk napoju, coś się stało, że zaczęła się krztusić. Klaus wstał, podszedł do niej i nie mocno ale skutecznie uderzył ją w plecy, co pomogło opanować sytuacje dziewczynie. Gdy się uspokoiło wszystko popatrzył na nią i w głos się roześmiał.
- No właśnie, mogłabyś się zakrztusić. – Znów się zaśmiał i mimo, że w Caroline wszystko się gotowało to mimowolnie jej usta też ułożyły się w uśmiech.

Tim wszedł do biura szeryf Forbes, gdy ta akurat kończyła rozmowę. Usiadł więc na krześle naprzeciwko, czekając w spokoju aż odłoży telefon komórkowy na bok. Ona również przysiadła, patrząc zmartwionym i zmęczonym wzrokiem na przyjaciela. Te oczy wyrażały tak wiele, że policjant był pewien złych informacji. Tak, czy inaczej chciał już je poznać.
- Więc co się stało? – rozpoczął rozmowę. 
- Elena ma amnezje. – odpowiedziała machinalnie. Jego oczy rozszerzyły się. – Nie żartuję.- dodała poważnym głosem.
- Ale jak to? – zadał to pytanie, wcześniej uspokajając oddech i opadając na oparcie krzesła. 
- Nie wiem, być może West zadał jej jakieś uderzenie. – mówiąc to jakby odpływała i próbowała wyobrazić sobie tę sytuacje. – Salvatorowie znaleźli ją w samochodzie, porzuconym w jeziorze. – kontynuowała. – Lekarz powiedział, że samo to zdarzenie mogło wpłynąć tak na jej psychikę. – głos jej był zimny i aż nadto poważny. Tim złapał ją za dłoń, zmuszając aby popatrzyła mu w oczy.
- Wszystko będzie dobrze. – słowa te padły, z pewnością, i Liz choć na chwilę w nie uwierzyła. Szkoda tylko, że zaraz potem na nowo wróciły do niej obawy.
- Mam nadzieję. – tym razem powiedziała to cichutko i niepewnie. W tym momencie nie była szeryfem. Była matką, kobietą, która bała się o los córki i jej koleżanek.  Brunet uśmiechnął się puszczając jej rękę i opadając znów na oparcie. Postanowił kontynuować rozmowę, wiedział, ze jest ona teraz bardzo potrzebna blondynce. 
- A co z Caroline? – Elizabeth wzdrygnęła się na te słowa. Dopiero teraz zrozumiała, że nie miała kontaktu ze swoim jedynym dzieckiem. Postanowiła, że zachowa jednak spokój.
- Klaus Mikaelson ją chroni. Nie wiem, gdzie są. – powiedziała.
- Czy ona… - zamyślił się na chwilę, zastanawiając czy może o to zapytać. – Czy ona już wie? Powiedział jej? – znów strach pojawił się u kobiety, tak samo jak wstyd. Żałowała, że jej o tym nie powiedziała, że nie uświadomiła jej wszystkiego sama. 
- Nie wiem – jej wzrok uciekł w stronę okna.
- Myślę, że powinna się o tym dowiedzieć. Jak znam Mikaelsona, to jestem pewny, ze nadal trzyma ją w nieświadomości. – spojrzała na przyjaciela.
- Skąd wiesz? – pytanie padło z nutką nadziei w głosie.
- Taki już jest. On wykonuje zadania w sposób jaki dostał na nie zlecenie. Tutaj musi chronić dziewczynę a nie wprowadzać ją w cały nasz świat. – odparł bawiąc się kostkami u rąk. Kobieta szybko wstała i znów złapała za telefon.
- Muszę do niej zadzwonić, powiedzieć jej.- mężczyzna znów złapał ją za dłoń uniemożliwiając jej wykonanie połączenia.
- To nie jest dobry pomysł. Najpierw zadzwoń do Klausa i zapytaj go o Caroline. Rozmowa może nie przebiec tak jakbyś chciała. W dodatku nie wiemy, czy przypadkiem Nathaniel w taki sposób jej nie namierzy. – zaczął tłumaczyć kobiecie. – Jeśli twoja córka nadal nic nie wie to napisz list. Zawiozę jej go. – po tych słowach Forbes zaczęła mocno się zastanawiać. Nie było to złe rozwiązanie. Skinęła jedynie głową, zgadzając się z nim. Puścił ją i odszedł w kierunku drzwi. Złapał za klamkę i je otworzył. Gdy już chciał wyjść i zamknąć je za sobą usłyszał głos.
- Tim… - odwrócił głowę w jego stronę. – Dziękuję. – powiedziała a na twarzy mężczyzny namalował się lekki uśmiech.

Stefan po rozmowie z mamą swojej przyjaciółki ze studiów, usiadł na łóżku i zaczął rozmyślać. Dziwił go jeden fakt, nie miał pojęcia gdzie jest Matt, a jeśli się tu pojawi to co mu powie? Teraz szybko musi wymyślić jakąś głupią historyjkę co się stało. Niespodziewanie w jego głowie znów pojawił się portret Kola. Ta cała informacja, że młody Mikaelson przeszedł na stronę ich wroga była dobijająca. Wolał, żeby teraz siedzieli w jakimś barze, żeby opowiadał mu jak cudowna jest Rebekah i że planuje z nią wspólną przyszłość. Nigdy przecież nie zamierzał walczyć ze swoim przyjacielem. Wstał i ruszył w kierunku drzwi, teraz przecież najważniejsze było, żeby Gilbert odzyskała pamięć. Chociaż nie! Bonnie! Nadal nie mieli pojęcia, gdzie się może znajdować. A jeśli tam się spóźnili, jeśli Nathaniel zrobił już z dziewczyną coś o czym nawet nie chciał myśleć? Wyszedł z pokoju i popatrzył na kobietę, która jadła śniadanie. Była taka zagubiona, teraz dopóki nie trafią na jakiś ślad mulatki muszą zająć się przywracaniem wspomnień szatynce. Wiedział, że mimo krótkiej znajomości jego brat na pewno będzie chciał się tym zająć. On bardzo polubił Elene.
- I jak się czujesz Eleno? – spytał, pełen nadziei, że może coś sobie przypomni.
- Głowa mnie już nie boli, ale niestety nic nadal nie pamiętam. – przy ostatnich słowach głos jej lekko zadrżał. Podszedł do niej i położył ręce ja jej ramionach. - Co mi się właściwie stało? -spytała.
- Jechałaś autem i uderzyłaś w drzewo. - skłamał blondyn, po czym dodał słowa pocieszenia - Nie martw się, odzyskamy twoją pamięć. – dziewczyna smutno się uśmiechnęła, odwróciła wzrok i skupiła się na jedzeniu. Stefan popatrzył na brata, który wydawał się bardzo przybity.

Nathaniel jechał swoim samochodem w stronę centrum miasta. Złość nie opuszczała go ani na sekundę. Przecież mogli by już mieć wszystko załatwione. Jadąc telefon zadzwonił a na ekranie wyświetlił się tylko napis „NIEZNANE”, mimo to mężczyzna odebrał połączenie w pośpiechu.
- Halo? – spytał, czekając aż ktoś po drugiej stronie się odezwie. Tak też się stało. West od razu rozpoznał go po głosie.
- Cześć. To ja. Mam dla Ciebie ważną informacje. – rozpoczął.
- Co jest? – zapytał, pragnąc aby okazało się, że Lockwood został znaleziony, przecież musi się z nim rozprawić, za jego brak umiejętności.
- Elena Gilbert się obudziła. Ma amnezje. Niczego nie pamięta, nawet tego kim jest. – po tych słowach na twarzy bruneta pojawił się ogromny uśmiech. Los mu sprzyjał.
- Świetnie. W takim razie jesteśmy o krok przed nimi. Uzyskam tą władze – powiedział to takim tonem, jakby to była oczywistość i pewność. – Dzięki za wiadomość. Obserwuj nadal i mnie informuj.
- Jasne. – skomentował chłopak, po czym rozłączył się.
Brunet nadal kierował autem, teraz emocje trochę już go opuściły. Skoro Salvatorowie nie wiedzą, o jego poczynaniach to znaczyło, że jest z przodu i może kierować grą. Cały czas jednak gdy tylko przypomniał sobie o Tylerze jego twarz napełniała się gniewem. Zaparkował pod jakimś barem, zamknął samochód i ruszył w stronę wejścia.

Elena poszła się położyć. Czuła, że tym mężczyznom może zaufać, chociaż nic o nich nie wiedziała. Tylko, że problem był w tym, że o nikim nic nie wiedziała. Mimo to od momentu, kiedy obudziła się w tym mieszkaniu ani razu od nich nie zaznała żadnej urazy. Byli dla niej mili i bardzo, ale to bardzo przejmowali się jej amnezją. Ona sama też się tego strasznie bała. Liczyła, że jej pamięć wróci i to w jak najbliższym czasie. Zastanawiała się nad jednym. Czy coś wcześniej łączyło ją z Damonem? Brunet cały czas się o nią troszczył, a to w jaki sposób na nią patrzy aż ją peszyło. Nie mogła zaprzeczyć. Podobał się jej. Zamknęła oczy, nie chcąc o tym dłużej rozmyślać. Pochłonął ją sen.

Brat z bratem zostali w kuchni, pijąc teraz kawę. Młodszy wręcz nakazywał starszemu Salvatorowi, że ma się położyć. To, że nie śpi od kilkudziesięciu godzin, nie pomaga nikomu. Spróbował przekonać go jeszcze raz.
- Elena poszła spać. Myślę, że też powinieneś się położyć. – zagadnął, a twarz mężczyzny nadal wyrażała tę posępną minę.
- Nie powinienem. Muszę czuwać. – skomentował i pociągnął łyk czarnego napoju.
- Ja też tu jestem, więc przez ten czas będę pilnował wszystkiego, a ty musisz odpocząć. Jak tak dalej pójdzie to West wyśle 8-latki, które w taki czy inny sposób rozprawią się z Tobą, ponieważ ty na nic nie będziesz miał sił. – Damon skomentował to uśmiechem. W głębi duszy cieszył się, że odzyskali Elenę, ale bał się, że jej amnezja może wszystko zmienić. Co prawda, nie znał dziewczyny bardzo dobrze, bo poznali się niedawno ale był przesiąknięty strachem, że teraz nie pamięta ona jak na imprezie na nią patrzył, jak rozmawiali i jak też ona na niego patrzyła. Już wtedy myślał, że z tej znajomości może wyniknąć coś ciekawego. A teraz jakby zero. Znajdowali się w punkcie początkowym.
- Może masz racje. – powiedział, bo rzeczywiście czuł, że wszystkie siły go opuszczały.
- Oczywiście, że mam. – blondyn wstał i nalał sobie drugą szklankę kawy. Uwielbiał ją. Zobaczył, że jego brat się zbiera i rusza w stronę łóżka. Na odchodne jeszcze mu dodał. – Nie martw się, wszystko sobie przypomni. A jeśli nie to musisz na nowo włączyć swój urok, którego nie masz. – Damon na te słowa wybuchnął śmiechem. Lubił kłócić się ze Stefanem. Nawet kiedy on próbował mu dogryźć, to i tak wiedział, że darzą się braterską miłością.
- Że też Rebekah się jeszcze na Tobie nie poznała. – powiedział te słowa i znikł za drzwiami aby i on odpłynął w błogi sen. Stefan uśmiechnął się.


Klaus wstał od stołu i udał się  w kierunku salonu. Caroline chwilę wcześniej skończyła jeść i poszła do siebie. Ta dziewczyna powodowała, że rozluźniał się w jej towarzystwie. Nie mógł stracić czujności, przecież to jego misja, poważna misja. Chociaż dziś przy śniadaniu nie czuł, że przetrzymuje tutaj dziewczynę. Śmiał się z nią. Nawet porozmawiali, jak gdyby nigdy nic. Tematy były błahe ale mimo to dowiedział się, że studiuje medycynę, a jej marzeniem jest podróż dookoła świata. Dziwiło go tylko, dlaczego dziewczyna o nic nie pyta. To, że jest odważna już zauważył, ale przecież chyba powinna domagać się odpowiedzi na kłębiące ją pytanie. Bo takie na pewno istniały. Co prawda, on i tak by jej nic nie wyjaśnił, bo nie leżało to w jego zakresie, ale skąd ona miała o tym wiedzieć. Być może wyczuła go. Być może, jest świadoma że niczego od niego i tak nie wyciągnie. W takim zamyśleniu usiadł na kanapie, zastanawiając się co dalej robić. Nie będzie przecież siedział i oglądał telewizji. To nie wakacje. Jego brat zajmował się Bonnie, więc może zadzwoni do niego. Niech ten poda mu adres a wtedy pozostali spróbują odzyskać dziewczynę. Ten świat jest strasznie zakłamany. West myśli, że ludzie są mu posłuszni a oni i tak współpracują z organizacją. Ciężko jest teraz o prawdę i szczerość, dlatego mężczyzna odosobnia się. Chce on, żyć w samotności, bo tak naprawdę boi się zranienia. Wyciągnął komórkę aby zadzwonić do brata, niestety jego zamiary przerwało nadchodzące połączenie. Odebrał bez zastanowienia.
- Liz ? – spytał, na nowo włączając zimny i bez uczuć głos.
- Tak Klaus, to ja. – odpowiedziała cicho. Nie miała zamiaru dłużej udawać. Nie była teraz szeryfem, była zagubioną i przestraszoną kobietą. Bała się o dalszy rozwój sytuacji. Mimo, że zawsze grała postawną i odważną, teraz nie miała na to sił. Wcale ją nie obchodziło, co Mikaelson sobie o niej pomyśli. On jednak potrafił odczytać ludzi. Domyślił się, że ta blondynka nie radzi sobie z tym wszystkim, jej ton głosu, który zazwyczaj służył do wydawania poleceń podczas akcji, gdzieś uleciał. Teraz można było usłyszeć jedynie niemal szept wypowiadany, przez zdesperowaną matkę. Chcąc przerwać krępującą ciszę, rozpoczął zdawać jej jakby raport, w końcu co jak co ale była jego szefem.
- Caroline jest bezpieczna – wypowiedział. On również nie chciał już się maskować i mówił to normalnym tonem, w którym można było się doszukać pocieszenia dla kobiety i oddania dla niej choć trochę spokoju. – Elizabeth, nie martw się. Zajmuję się nią. Myślę, że zrozumiała iż nie mam zamiaru jej skrzywdzić i strach nieco ją opuścił. – mówił te słowa, aby ją pokrzepić. Chciał na nowo wlać w nią siły, w końcu musi przecież się pozbierać. Muszą wygrać tę bitwę.
- Klaus – odezwała się wreszcie. – Dziękuję. – znów wyszeptała a do jej oczu napłynęły łzy.
- Liz, wiesz dobrze, że to moje zadanie. – powiedział, ponieważ słowa podziękowania lekko go zadziwiły.
- Klaus – znów zwróciła się do niego ciepłym tonem – powiedz mi…- przez jej gardło nie chciały wydobyć się te słowa, ale musiała o to go zapytać. – Czy ona… - jąkała się, ale on jej nie przerywał. -  Czy Caroline wie o co w tym chodzi? Wyjaśniłeś jej wszystko? – wydukała, znów zapadła cisza. Mężczyzna przerwał ją odpowiadając.
- Nie – tym razem to on szeptał, odchrząknął i głośniej znów potwierdził. – Nie. Nic jej nie mówiłem. Wydawało mi się…- szukał odpowiednich słów w głowie. – Wydawało mi się, że od Ciebie powinna się tego wszystkiego dowiedzieć. – Forbes poczuła się lepiej, właśnie coś takiego chciała usłyszeć.
- To dobrze – skwitowała. – Chciałabym, aby ktoś z moich ludzi podjechał do Was i przekazał jej wiadomość ode mnie. Nie mogę z nią porozmawiać przez telefon to by było zbyt niebezpieczne. – zatrzymała się na chwilę. – Chcę w liście opowiedzieć jej o wszystkim. – Blondyn stwierdził, że będzie to dobry pomysł.
- Dobrze, ale nie jestem za tym, by ktoś z Twoich ludzi tutaj przyjeżdżał. Napisz mi a będę czekał w wyznaczonym miejscu. Wezmę wiadomość i dam ją Caroline. Póki nikt prócz mnie nie wie gdzie się znajdujemy tym lepiej. – musiał się ubezpieczyć, bo skoro w załodze Nathaniela są osoby z nimi współpracujące, wszystko możliwe, że i ich organizacja jest zdradzana.
- Ok. – odparła. Kolejny moment ciszy – Jeszcze raz dziękuję. – powiedziała i miała zamiar się rozłączyć, jednakże chłopak dodał jeszcze coś.
- Będzie dobrze. – zdziwiło to nawet samego Mikaelsona, ponieważ nigdy nie pocieszał ludzi, ale teraz coś go tknęło, coś kazało mu to zrobić. Kobieta nic już nie odpowiedziała, rozłączyła się.
Elizabeth usiadła po raz kolejny tego dnia przy swoim biurku, zapaliła małą lampkę stojącą na nim. Odsunęła szufladę, z której wyciągnęła kartkę papieru i długopis. Zaczęła pisać a z jej oczu lały się strumienie łez.

Jestem znowu! Wiem mało Klaroline, mało Kennett, mało wszystkiego. No ale ja lubię takie długie wstępy, więc z góry przepraszam, chociaż mogę dać wam mały spoiler... w następnym będzie scena Klausa i Caroline, oraz Bonnie i Kola, z tym że jedna pozytywna a druga trochę mniej, ale co i jak to jeszcze zobaczycie... Tak myślę, i coś czuję że skończę to opowiadanie na 10 rozdziałach. Przepraszam! Nie umiem pisać dłuższych. Ale to nie będzie koniec, póki mam wakacje będę dodawała jeszcze oneshoty i może stworzę jakąś krótką miniaturkę? Pożyjemy, zobaczymy! Pozdrawiam! I dziękuję, za komentarze i wyświetlenia, jesteście świetni! 
The Ramones - Baby I love You.
xxx

środa, 6 sierpnia 2014

Rozdział V

Noc powodowała, że wszystkie domy wyglądały jednakowo. Nic nie dało się dostrzec. Urządzenie namierzające nie potrafiło dokładnie sprecyzować miejsca, w którym znajdowała się dziewczyna. 
- Cholera, gdzie to jest? – zaklął brunet, jadąc aż zanadto spokojnie i rozglądając się, w poszukiwaniu czegoś wyróżniającego się. Byli agentami od dawna, więc nie spodziewali się, że na dachu któregoś z budynków znajdą napis głoszący  „Tu znajduje się poszukiwana Elena Gilbert”. 
Damon utkwił swój wzrok w domy ustawione kolejno po lewej stronie, przez co prawie nie zauważył wyjeżdżającego samochodu z podjazdu naprzeciwko. Dosłownie w ostatniej chwili wcisnął pedał odpowiedzialny za hamowanie. Stefan poleciał do przodu a zaraz potem został odrzucony w tył, przez co boleśnie odczuł spotkanie z fotelem. – Co to za idiota?! – krzyknął, ponieważ nerwy wzięły nad nim górę. Kierowca czarnego samochodu patrzył wprost w oczy Stefanowi. Młodszy Salvatore skądś go kojarzył, niedługo zajęło mu ustalenie kim jest ten człowiek. Przecież to były chłopak Caroline. Wiedział trochę o nim, gdyż musiał poznać całą historię dziewczyn zanim się nimi zaopiekował. Co nie wychodziło mu najlepiej do tej pory. Brunet jeszcze chwilę patrzył na siedzących mężczyzn w aucie, a na jego twarzy zaczęło malować się przejęcie. Zaklął pod nosem i z piskiem opon ruszył prosto, podążając ulicą. Stefan skojarzył fakty. Nie był pewien dlaczego, ale coś w jego głowie, w jego podświadomości kazało mu ruszyć za tym człowiekiem.
- Jedź za nim! – krzyknął na swojego brata. – On ma Elene. – Te słowa padły z taką pewnością, że brunet nawet nie zamierzał pytać skąd on o tym wie. 
 Tyler miał świadomość kim są ci ludzie. Nie mogą go dopaść. Miał tylko pozbyć się Gilbert, więc skąd dotarła do nich informacja gdzie się znajduje. Jego plan był następujący. Wrzucić ciało dziewczyny do samochodu, nadal skrępowane a następnie miał pojechać nad jezioro i tam wyrzucić ją do wody. Nathaniel miał za duże znajomości, by policja się tym zajęła. To wszystko było dziwne. Organizacja, którą władały rodziny studentek miała kontrolę nad niemal wszystkim w całym stanie, ale ponieważ West miał zdolności przekonywujące, wiele ludzi uległo jego perswazji i przechodziło na jego stronę. Teraz jednak mimo wszystko był w kłopotach. Jeśli oni się zorientują, że to on przetrzymuje w swym aucie dziewczynę, zaczną go ścigać i nie wiadomo kto wygra tę walkę. Jego przypuszczenia się sprawdziły, gdyż zaraz po wystartowaniu ujrzał jadący za nim pojazd. Próbował dodawać gazu i przyspieszać, żeby jak najbardziej tracić kontakt z goniącym go samochodem. Jezioro znajdowało się blisko, wjeżdżał właśnie na trasę prowadzącą wprost do niego. Niewiele myśląc, przyłożył jeszcze bardziej nogę do gazu, i w taki oto sposób wpadł swym samochodem do wody. Dziewczynę wcześniej zamknął w bagażniku. Auto zaczęło się zanurzać, ale nie na tyle, żeby młody Lockwood nie mógł się wydostać. Dlatego zaraz po „zanurkowaniu” otworzył drzwi i w wodzie biegł w stronę brzegu, ponieważ to miejsce nie było aż tak głębokie. Kątem oka zauważył jeszcze jak Damon wyskakuje z auta i biegnie w stronę jego czarnego mercedesa, sekundę później dołącza do niego Stefan. Tyler wyszedł wreszcie na brzeg i biegł ile sił w nogach aby nie dać się złapać barciom Salvatore. 

  Jasne promienie słońca wpadały do pokoiku na piętrze opatulając twarz blondynki. Odwróciła głowę, chcąc jeszcze pospać ale mimo to nadal czuła ogarniające ją ciepło. Koniec spania – pomyślała Forbes i dopiero w tym momencie dotarło do niej wszystko co zdarzyło się wcześniejszego wieczora. Momentalnie otworzyła oczy, żeby przyjrzeć się pokojowi, w którym się znajdowała. Na pozór zwykłe mieszkanie nie miało w sobie nic strasznego. Szafa zrobiona z drewna, łóżko po drugiej stronie i biurko z fotelem. Zwykłe ale miało w sobie taki zimny wyraz, ponieważ brakowało jej tu cieplejszych kolorów, czy rozłożonych książek. Idealny porządek był wręcz czymś irytującym. Wstała z łóżka. Miała na sobie jedynie szarą za dużą koszulkę, którą znalazła na swoim łóżku wcześniejszej nocy po tym jak wróciła z łazienki. Mikaelson jak obiecał tak zrobił i przyniósł jej to ubranie. Podeszła do okna i usiadła na dużym parapecie. Znajdowała się prosto mówiąc w lesie. Wszystko otaczały tylko drzewa, które budowały przyjazną atmosferę. Ale dziewczyna nie czuła się wcale dobrze. Zdarzenia z ostatnich dwóch dni powodowały ogromne przytłoczenie. W dodatku ten mężczyzna. Był strasznie oziębły i nieprzyjemny. Mimo, że z początku intrygował dziewczynę, to teraz czuła do niego coraz większą niechęć. Bała się go, ale z chwili na chwilę to uczucie z niej ulatywało. Bo gdyby przecież chciał jej coś zrobić, to zrobiłby to już dawno. 
 Założyła na siebie wczorajsze ubrania, w kieszeni spodni wyszukała gumki do włosów i podchodząc do lusterka, które też znajdowało się w jej pokoju postanowiła że zepnie włosy. Każdy lok sterczał w inną stronę. Dzięki Bogu wczoraj nie nałożyła na siebie zbyt dużej ilości makijażu więc teraz nie wyglądała jak panda z rozmazaną czernią pod oczami. Spięła blond włosy w kucyka i kilka z niesfornych kosmyków zaplotła na palce aby zmieniły się w opadające loki. Niepewnie ale wyszła ze swego pokoju i zeszła po schodach. Zegar na kuchence wskazywał że jest 9.47 rano. Jak do tej pory nie natrafiła jeszcze na niezbyt lubianego przez nią człowieka. Otworzyła lodówkę i wzrokiem szukała w niej czegoś co nadawało by się do jedzenia. Wyciągnęła żółty ser i pomidory, przecież nie ma czasu na robienie czegoś innego. Kanapki będą najlepszym wyborem. Kiedy chciała zamknąć drzwiczki jej spojrzenie przykuł mężczyzna stojący w progu kuchni. Tym razem wyglądał inaczej, nie miał na sobie ciemnych ubrań, ale jasnoszary T-shirt i niebieskie jeansy. Czuła się dziwnie będąc w tym domu sam na sam z kimś o kim nic nie wiedziała. W momencie kiedy chciała się odezwać nieznajomy odezwał się do niej, wchodząc do kuchni. 
- W salonie stoi walizka z Twoimi rzeczami, spakowałem te najpotrzebniejsze. I tak nigdzie stąd nie będziesz wychodzić, więc to co jest tam spokojnie Ci starczy. – jego głos lekko złagodniał od wczoraj, ale dziewczynę zdziwiło coś innego. Dopiero teraz zauważyła jego akcent. 

- Ok. – odpowiedziała i w tym momencie uświadomiła sobie co chwilę wcześniej usłyszała.- Byłeś w moim mieszkaniu? Skąd miałeś klucze?- zaczęła robić mu wyrzuty, no bo w końcu jakim prawem on tam wszedł i tak po prostu spakował jej rzeczy.

- Byłem – odpowiedział.- Nie musisz się martwić, wszystko co zabrałem należy do Ciebie i jest w walizce. Nie jestem jakimś złodziejem. – nie wiedziała co powinna mu odpowiedzieć. Wkurzył ją. 

- A klucze? – chciała dopytać chociaż o to.
 - Wziąłem od Ciebie. – najzwyczajniej w świecie odpowiedział na to pytanie, po którym również tak jak ona podszedł do lodówki i wyjął z niej coś do zjedzenia dla siebie. Dziewczynę ogarnął strach. Był u niej kiedy spała. Co ten człowiek od niej chciał? Dlaczego nikt nic jej nie mówi?  Nie chcąc jednak kontynuować rozmowy, a być może wdać się w jakąś kłótnie, że jej prywatnych rzeczy należy nie naruszać, zostawiła zrobione przez siebie kanapki i podążyła do salonu aby zobaczyć co takiego spakował jej Klaus.

  Nathaniel siedział w swoim biurze i palił już czwartego papierosa. Nie potrafił uwierzyć, że idiota Lockwood nie wykonał tak prostego zadania. Miał tylko wyrzucić ciało dziewczyny do wody i niczym się nie przejmować. Była nieprzytomna, ponieważ sam on już ułatwił mu tę sprawę, ten jednak nawet w takim zadaniu zawiódł. Mężczyzna wstał od biurka i zaczął krążyć po pokoju. W tym momencie nie mógł tak samo postąpić z mulatką. Musiało minąć trochę czasu, bo skoro Salvatorowie namierzyli jedną z dziewczyn, to równie dobrze mogą sobie poradzić z odnalezieniem tej drugiej. Cała sytuacja musi się nieco uspokoić, musi ucichnąć. Tak postanowił. Wyjął więc swój telefon komórkowy i wystukał na nim wiadomość, którą wysłał do Mikaelsona.



„Przejęli Elene Gilbert. Na razie zatrzymujemy akcje. Nadal kontroluj sytuacje i zajmuj się Bennett. W razie potrzeby dzwoń. Gdy będziemy ponawiać akcje skontaktuję się z Tobą.”

  Odłożył urządzenie i uderzył ręką o deskę. Nadal był wściekły. W dodatku dostał informacje, ze Forbes gdzieś zniknęła. Wszystko powoli zaczynało się sypać. Myślał, że jeśli teraz porwie szatynkę, to wszyscy skupią się na blondynce, on będzie miał czas aby załatwić dwie z trzech dziewczyn a potem w łatwy sposób odbije ostatnią z nich. Co w sumie nie byłoby trudną sprawą, patrząc na to, że będzie ona chciała uratować życie przyjaciółkom i się podda. Ale w takim przypadku musiał zwolnić. Pozwolić, żeby sytuacja się uspokoiła a agenci, którzy działali w organizacji nie wytropili śladu mulatki. Zgasił papierosa a następnie z paczki wyciągnął kolejnego, którego sprawnym ruchem odpalił.

  Obudził ją huk rozsuwanych rolet a następnie promienie słońca wpadające do pomieszczenia. Podniosła głowę z otwartymi już oczami. Zauważyła tego samego mężczyznę, który był u niej wczoraj. Co on zamierzał zrobić? I od kiedy siedzi już w tym pokoju? Przechwycił on chyba jej zdenerwowane i zadziwione spojrzenie, ponieważ na jego ustach namalował się lekki uśmiech i od razu zagadnął do niej.

- Dzień Dobry, chyba Cię nie obudziłem? – jego spokój w głosie nie dał jednak spokoju Bonnie. Siedziała nadal na łóżku, przykryta pościelą. Nie wiedziała, czy odpowiedzieć. Kiedy błagała go o to żeby ją wypuścił, on bezwzględnie i kategorycznie odmówił. Dlatego też siedziała w tym miejscu bez jakiegokolwiek pojęcia o całej zaistniałej sprawie. – Widzę, że się nie odzywasz. – powiedział, po czym od razu dodał. – Na stoliku masz zostawione śniadanie, częstuj się bo chyba w gardle Ci zaschło. – mówił to tak jakby ona w ogóle nie została porwana i przetrzymywane przez nieznanych jej ludzi, z nieznanych jej powodów.

- Dlaczego mnie nie wypuścisz? – spróbowała kolejny raz, chociaż w głębi duszy pragnęła by to pytanie nie zdenerwowało szatyna.

- Już to omawialiśmy Bonnie, nie mogę. – na początku lekko zastygł i bała się, że wybuchnie, ale te słowa znów spowodowały że pojawił się u niego luz. – No to jesz, czy nie? – odszedł wreszcie od okna, przy którym już chwilę stał, wziął tace z posiłkiem i podszedł do dziewczyny.

- Nie chcę, nie wiem co to jest a raczej co w tym jest. – odpowiedziała pewnym głosem, który lekko zdziwił Kola. Mimo to na jego twarzy znów namalował się uśmiech.

- Jak dla mnie to zwykła jajecznica z bekonem. Może nie jestem światowej klasy kucharzem i znawcą ale w tym momencie raczej się nie mylę. – powiedział z nutką sarkazmu w głosie, ale natychmiast później uzupełnił swoją wypowiedź. - Nie martw się. Nie otruje cie to. – dziewczyna spojrzała jeszcze raz na tackę, potem na stojącego mężczyznę. Czuła w sobie głód już od dawna, ale wcześniej zdenerwowanie i strach go tłumiło. Odchyliła kołdrę, i wtedy spostrzegła, że nadal ma na sobie ubrania z nieszczęsnej imprezy. Chłopak zauważył jej spojrzenie i dezorientację, dlatego szybko się odezwał. 
- W szafie masz jakieś dresy i koszulki oraz czystą bieliznę. Weź i idź skorzystaj z toalety. Tylko się pośpiesz, żeby ci nie wystygło.- ruchem głowy wskazał jeszcze raz jajecznicę. Ona wstała i podeszła do drewnianego mebla. Nie wiadomo czemu, ale zrobiła tak jak jej polecił. Nie ze strachu, po prostu poczuła, że tak będzie lepiej. Kiedy już zabrała ze sobą wszystko co było jej niezbędne, oddaliła się w stronę łazienki. Do momentu aż nie usłyszał przekręcenia zamka w drzwiach, chłopak patrzył na znikającą postać. Usiadł na krześle obok stołu, myśląc o całej zaistniałej sytuacji. Wtem coś w kieszeni zaczęło mu wibrować. Wyciągnął swój telefon i przeczytał nadawcę. Zastanawiał się przez chwilę, co jego „szef” może od niego chcieć. Chcąc się dowiedzieć odczytał SMS’a. Jego treść go ucieszyła.

  Stanęła w łazience i pierwsze co to, szukała jakiegokolwiek wyjścia, czegoś gdzie mogła by uciec. Ale pomieszczenie to było dziwne. Niby była tam umywalka, prysznic, toaleta, lusterko i szafka najpewniej na kosmetyki i ręczniki ale nie zauważyła żadnego okna. Nic co pomogło by się jej stąd wydostać. Nie myśląc o tym dłużej zrzuciła z siebie brudną sukienkę. Ta była jej ulubioną, ale nie będzie miała z nią już miłych wspomnień, o ile tylko uda się jej opuścić to miejsce. Odkręciła kurek z woda i weszła pod strugi ciepłej wody. Ukojenie jakiego doznawała było tylko małą namiastką wynagrodzenia za ostatnie godziny. Mimo to nie chciała o tym teraz myśleć. Próbowała za to odgadnąć, odczytać tego mężczyznę. Rozumiała, że jego praca może właśnie na tym polegać. Ma się nią zajmować, podczas gdy jest więziona. Ale on był dziś dla niej miły i jego oczy nie zdradzały złych zamiarów. W tym momencie z jej brzucha wymknął się odgłos burczenia. Szybko namydliła się, umyła włosy i wyszła spod cieknącej wody. Ubrania, które miała ze sobą były w miarę na nią dobre. Bokserka mogłaby być numer mniejsza, no ale i tak cieszyła się z tego co ma. Otworzyła drzwi i wyszła aby wreszcie zaspokoić potrzebę jedzenia. Jej oczom ukazała się pustka, nikogo prócz niej w pokoju nie było.


  Dochodziła 12 w południe. Brunet siedział na łóżku, leciutko gładząc twarz dziewczyny. Był tak bardzo szczęśliwy, ze udało im się dojechać na czas. Kilka minut, może nawet sekund dłużej i Elena Gilbert odeszłaby z tego świata. Wspomnienia wcześniejszej nocy powracały do niego.

Kiedy Stefan nakazał mu jechać za tym samochodem od razu ruszył. Widział, że kierowca jedzie w stronę jeziora, ale prawdziwy szok doznał dopiero wtedy, gdy spostrzegł jak pojazd zatacza się do wody. Zahamował z całej swojej siły  i rzucił się biegiem do samochodu. Wewnątrz nikogo nie było, a pojazd coraz bardziej wypełniał się lodowatą wręcz wodą. Wtedy obok niego pojawił się młodszy brat i zaczął szarpać klapę od bagażnika. Woda utrudniała zadanie, jakim było otworzenie jej. Włożyli jednak w to całe swoje siły i ciągnąc mocno do góry wreszcie udało im się osiągnąć cel. Wewnątrz znajdowała się nieprzytomna dziewczyna, cała skrępowana sznurami. Momentalnie wyciągnął ją, ponieważ miejsce w którym leżała powoli zaczynało zapełniać się cieczą. Sprawdził oddech. Wyczuwalny. Nie przejmując się gdzie podział się ów dupek, który chciał zamordować Elenę, niósł ją do swojego samochodu. Kiedy się tam znaleźli odwiązał wszystkie liny jakie ją zaciskały i ułożył w wygodnej pozycji na tylnych siedzeniach. Potem wraz z bratem odjechali w stronę domu.

Siedział teraz na łóżku w skupieniu obserwując każdy ruch dziewczyny. Damon czuł jak całe napięcie z niego uchodzi. Lekarz powiedział, że za niedługo dziewczyna się obudzi, ale silne uderzenie spowodowało utratę przytomności. Dlatego teraz czekał, aż wreszcie otworzy ona swoje oczy. Dzisiejszej nocy nie przespał ani minuty, czuwał przy niej. Stefanowi kazał iść do drugiego pokoju spać a sam został w tym gdzie leżała poszkodowana. Tak naprawdę to nie wiedział, czemu to robi. Ale ta dziewczyna wydawała mu się niezwykła. I choć nigdy nie wierzył w zakochanie od pierwszego wejrzenia, tak teraz zaczynał zmieniać zdanie na ten temat. Trochę o niej wiedział. Kiedy przygotowywał się do akcji, szeryf Forbes szczegółowo opisywała mu całe życie dziewczyn. Miał świadomość ile Gilbert wycierpiała, w końcu straciła rodziców. A najprawdopodobniej nie był to przypadkowy wypadek. Musiała być silna, że wytrzymywała taki ból. Pozbierała się i poszła z przyjaciółkami do college’u.  Przyglądał się jej teraz. Była blada ale mimo to jej uroda nadal dawała o sobie znaki. Mimo rozczochranych włosów podobała mu się. Jeszcze raz przejechał dłonią po jej policzku. Teraz już było ciepłe a nie tak jak wtedy kiedy wyjął ją z bagażnika samochodu. Pod wpływem jego dotyku jej twarz drgnęła. Przyciągnęło to uwagę Salvatora. Budziła się. Powoli bardzo powoli jej powieki zaczynały się unosić. Czekał z niecierpliwością. Gdy już otworzyła swoje oczy, nie zobaczył w nich ulgi ale zdziwienie i… strach ?

- Elena jesteś już bezpieczna. – powiedział, przeczesując palcami jej ciemno brązowe włosy. Na jego ustach pojawił się ciepły uśmiech. – Wszystko jest w porządku. – Ale słowa które wypowiadał nie powodowały, ze dziewczyna zmieniła wyraz twarzy, wręcz przeciwnie zdenerwowanie, które się na niej malowało z chwili na chwilę rosło.

- Gdzie ja jestem ? – spytała, i zaczęła rozglądać się po pokoju.

- Spokojnie, spokojnie. – odpowiadał jej brunet. – Jesteśmy w mieszkaniu Stefana. – wzrok, który teraz utkwiła w mężczyźnie był taki obcy. Swoją dłonią chciał dotknąć jej ręki i ją pogładzić, ale ona szybko ją odsunęła.

- Kim ty jesteś? – zapytał drżącym głosem. Teraz i u Damona pojawiło się na twarzy zdumienie.

- To, przecież ja Damon, nie pamiętasz mnie? – odgłosy rozmowy obudziły młodszego brata, który wyszedł z pokoju patrząc na rozbudzoną dziewczynę. Jej wzrok przeleciał na blondyna.

- A ty kim jesteś? – wskazała na niego, ręką. Mężczyznom aż zabrakło tchu i nikt nic nie mówił, tylko wpatrywali się w dziewczynę. Co to miało znaczyć? Dlaczego ona ich nie pamięta? Widząc równie duże zdziwienie u obu chłopaków, dziewczyna zapytała o jeszcze jedną rzecz, która spowodowała ogromne zakłopotanie.  – Kim ja jestem?!


  Siedziała przed szafą i rozpakowywała przywiezioną przez blondyna walizkę. Zastanawiała się co takiego mógł jej spakować. Znalazła w niej kilka par jeansów, ucieszyła się bo mężczyzna wybrał jej ulubione. Prócz tego koszulki i bluzy. Dwa sweterki. Znalazła też parę czarnych i szarych trampek. Był nawet dres. Zaraz obok niego znajdowała się jej fioletowa kosmetyczka.  Mimo obaw jakie miała przed otworzeniem teraz musiała przyznać, że Mikaelson wybrał najlepsze ubrania i chyba najpotrzebniejsze. Na samym dole znalazła jeszcze swoją granatową sukienkę. Bardzo ją lubiła, ponieważ kupiła ją ostatnio za nieduże pieniądze a była urocza i na ciele Caroline prezentowała się świetnie. Ten fakt zdziwił trochę dziewczynę, bo po co zabrał on ją z jej szafy? I tak nie może nigdzie wychodzić, więc na co jej sukienka? Powiesiła ją na wieszaku i włożyła do szafy. Następnie osunęła jeszcze jedną kieszeń, tam miała znajdować się jej bielizna. Poczuła się trochę nieswojo, gdy uświadomiła sobie, iż on musiał przeglądać jej osobiste rzeczy. Odpędziła te myśli od siebie i dalej kontynuowała czynności sprzed chwili. Jej spojrzenie przyciągnął krwistoczerwony komplet. Tą seksowną bieliznę kupiła kiedyś jak chodziły z dziewczynami po sklepach. Nigdy nie miała jej na sobie, ponieważ od zniknięcia Tylera z żadnym mężczyzną się nie spotykała. Nie potrafiła uwierzyć, że ten motocyklista zabrał ją. Może miał to być głupi żart, ale i tak na twarz Caroline wstąpił rumieniec, kiedy zrozumiała co mógł o tym pomyśleć. Zamknęła drzwiczki szafy kiedy skończyła a walizkę zasunęła i odstawiła do rogu, mając nadzieję że już niedługo będzie mogła znów ją zapakować i się stąd wynieść. Usiadła na łóżku i wtedy przypomniała sobie, że kanapki które wcześniej przygotowała, nadal leżały na stole w kuchni. Przebrała się więc z wczorajszych ubrań i zbiegła po schodach aby napełnić swój brzuch jedzeniem.


  Klaus siedział nadal w kuchni, tym razem popijał herbatę. Dostał wczoraj wiadomość od Damona, która trochę podniosła go na duchu. Skoro jedna z dziewczyn była cała, drugą on jak na razie musiał się zajmować, to była w końcu nadzieja na odzyskanie i trzeciej. W końcu, przynajmniej wiedział że żyje. Jego brat go o wszystkim informował. A co do decyzji braci, to owszem był jeszcze zły, gdy pomyślał o akcji jaką wczoraj najprawdopodobniej przeprowadzili Salvatorowie, o ryzyku i wysokim poziomie adrenaliny, którą tak uwielbiał ale z biegiem czasu przyzwyczajał się do swojego zadania. Co do jednego musiał się zgodzić ze Stefanem. Ta blondynka nie była taka zła jak wcześniej o niej myślał. Pociągnął kolejny łyk herbaty i dostrzegł, że na blacie nadal stoją zrobione przez nią kanapki. Być może przestraszyła się jego i znów zaszyła w pokoju. Postanowił, że będzie od teraz dla niej milszy o ile się tak da. Co prawda, ona niczemu nie jest winna. Wziął więc talerz, ułożył na nim jedzenie a drugą ręką złapał za kubek z letnią już herbatką. Wychodząc przez próg, obejrzał się jeszcze aby zobaczyć, czy czegoś nie powinien jeszcze ze sobą wziąć i jej zanieść. Nie zauważył zbiegającej postaci, która pędziła w jego stronę. W tym momencie zderzył się z kimś. Talerz upadł i roztrzaskał się a kubek z napojem pomimo usilnego starania się aby opanować całą sytuację i tak wylądował na dziewczynie, której koszulka ociekała teraz brązową cieczą. 

- Przepraszam, chciałem… - nie skończył bo Caroline zlustrowała go takim spojrzeniem, jakby co najmniej kogoś właśnie zabił.

- Co chciałeś?!  -wykrzyknęła mocno podirytowana, nie dość że głodna to teraz po raz kolejny musi się iść przebrać. – To, że przywiozłeś mi ubrania, nie znaczy że mam zamiar przebierać się co 30 sekund! – znów podniesionym głosem mówiła, i  próbowała chociaż troszeczkę usunąć ogromną plamę ścierką. Było to raczej słabym pomysłem, bo tak czy inaczej zmienienie ubrań było konieczne.

- Przepraszam – jeszcze raz powiedział a na jego twarz wdarł się uśmiech. Rozbawił go występ dziewczyny. – Zostawiłaś kanapki, myślałem że się boisz ze mną jeść więc postanowiłem, ze Ci je zaniosę. – Mimika jego twarzy zdenerwowała jeszcze bardziej dziewczynę, bo jakim prawem mógł się z niej śmiać, a teraz jeszcze bezczelnie uważał że się go boi. Forbes postanowiła, że od teraz nie będzie się nim już przejmować i pokaże mu, iż jego przypuszczenia są błędne.

- Bać się? Kogo?- prychnęła. – Bo Ciebie na pewno nie. – znów się uśmiechnął. Podobała mu się jej determinacja. – Idę się przebrać – skomentowała, po czym pewnym głosem dodała, patrząc na rozbity talerz i tarzający się po podłodze ser z pomidorami. – Jak wrócę, chcę mieć zrobione kanapki, bo umrę z głodu. – popatrzyła mu w oczu i zrobiła jeden ze swoich sztucznych uśmieszków. Następnie odwróciła się i zamierzała wejść po schodach.

- Jasne, królewno! – odpowiedział z równie wyczuwalnym sarkazmem, zignorowała to.  

- Super! Jestem cała w herbacie, nawet bieliznę muszę zmienić. - skomentowała.

- Najlepiej na ten czerwony komplet. – usłyszała bardzo dobrze to co właśnie powiedział.

- Palant. – odkrzyknęła i zamknęła z trzaskiem drzwi do swojego obecnego pokoju. 


  Odłożyła już pustą tackę po jedzeniu na stół. Chociaż z początku nie była pewna, czy nie znajduję się tam żadna trucizna lub jakieś pigułki o dziwnym działaniu, to później przekonała się i zjadła przygotowane danie. Musiała przyznać, że bardzo jej smakowała ta niby zwykła jajecznica. Może to głód i niedożywienie spowodowało, ale mimo wszystko było dobre. Kiedy kładła sztućce obok talerza, widelec wypadł jej z rąk i uderzył o panele. Schyliła się po niego, a w tym momencie klucz w drzwiach zabrzęczał i jej oczom znów ukazał się szatyn. Niósł coś w rękach, ale dziewczyna nawet nie zdążyła się zastanowić co to takiego, ponieważ od razu się odezwał i wyrwał ją z zamyśleń.

- Smakowało? – spytał, po czym odłożył przyniesione rzeczy na koniec stołu i usiadł obok Bennett. Tym razem się nie odsunęła.
- Uszło – odpowiedziała a jej twarz, nadal miała poważny wyraz.
- To dobrze, bo co prawda może nie jestem w tym najlepszy ale od czasu do czasu potrafię coś przyrządzić. – popatrzyła na niego z ukosa, nie do końca rozumiejąc o co mu chodzi. A może rozumiejąc, ale nie chcąc w to wierzyć?
- Ty to zrobiłeś? To śniadanie? – chociaż pragnęła, żeby tak się nie stało to te pytania zabrzmiały trochę jak nie do wierzenie ale i pochwała. No bo zdziwił ją fakt, że Kol zrobił jej jedzenie.
- Ja.- powiedział, po czym dodał z uśmieszkiem – Mam jeszcze wiele zalet o których nie masz pojęcia. – na te słowa przekręciła tylko oczami. Co on sobie myślał?
- Chyba nie chcę wiedzieć – skomentowała a na twarzy Mikaelsona znów zaistniał ogromny uśmiech. Oderwała od niego wzrok, ponieważ dłuższe wpatrywanie się w niego źle na nią działało. Denerwował ją ten koleś. Mimowolnie jej spojrzenie powędrowało do przyniesionych przedmiotów, on poszedł za jej śladem, gdyż widział że dziewczyna na pewno zastanawia się co to przyniósł.
- A właśnie ! – rzekł, podchodząc do krańca stołu. – Jeśli już jesteśmy w temacie jak bardzo dobry jestem. – wziął do ręki stertę magazynów, jakieś książki i chyba płyty. – Przyniosłem Ci kilka rzeczy, żebyś się nie nudziła. – Bonnie popatrzyła na niego, mimo wszystko była mu wdzięczna, ale wolałaby się stąd wydostać a nie zajmować czas jakimiś lekturami.
- Dzięki. – burknęła i spuściła głowę, nakrywając się kołdrą. Chłopak zauważył, że myśli o czymś smutnym. Stał i wpatrywał się w mulatkę. Było mu przykro, że musi ją tu przetrzymywać. Była ładną, inteligentną, młodą dziewczyną, która nie miała pojęcia w co jest wpakowana. Gdyby kiedyś zobaczył ją w klubie lub na ulicy, pewnie chciałby się z nią umówić. Ale poznali się niestety tu i teraz. Brunetka podniosła głowę patrząc w oczy Kola. – Dlaczego nie możesz pozwolić mi stąd uciec? – zapytała a w jej oczach na nowo wzbierały się łzy. – znów poczuł ukłucie w sercu. Jego zadaniem było chronienie ludzi i zapewnianie im bezpieczeństwa a nie odwrotnie.
- To nie jest wszystko takie łatwe jak Ci się wydaje. Nie masz o wielu rzeczach pojęcia. – mówił spokojnie i opanowanie, pragnąc by dziewczyna dostrzegła to i być może w jakimś ułamku mu zaufała.
- To uświadom mnie. Powiedz mi o wszystkim. – tym razem nie powstrzymywała cieknących strug po jej policzkach. – Ja się boję Kol. Proszę. – Chłopak czuł jakby został właśnie uderzony kilkanaście razy. Potrafił być uparty i stanowczy, potrafił też grać oziębłego ale w tej chwili coś jakby w nim pękło, gdy widział w takim stanie kobietę. W dużej mierze było to jego sprawką. Podszedł do niej i odgarnął jeden kosmyk włosów za jej ucho. Po raz kolejny się nie odsunęła. Przetarł więc wierzchem dłoni spływające łzy. Spojrzał jej w oczu i chociaż wiedział, że złamie zasady pragnął jej wszystko opowiedzieć.

- Dobra – rozpoczął. – Postaram Ci się to jakoś wyjaśnić, ale wiedz, że gdyby coś, to nic nigdy Ci nie mówiłem. – dziewczyna skinęła głową i czekała z zapartym tchem na dalszy rozwój sytuacji. – Opowiem Ci wszystko, ale najpierw musisz uwierzyć mi w jedną rzecz. – zdezorientowana nadal wpatrywała się w jego oczy. – Musisz chociaż troszeczkę mi zaufać i wiedzieć, że z mojej ręki nic Ci się nie stanie, dobra? – patrzyła na niego nie wiedząc co ma powiedzieć. – Zaufasz mi? – spytał a ona była strasznie zdumiona. Chociaż sama nie był niczego pewna, to coś w jej świadomości kazało się zgodzić i mu przytaknąć. Minęła już spora chwila, a on nadal oczekiwał odpowiedzi. Z wahaniem ale po raz drugi skinęła głową, dając znak, że mu wierzy. Na jego ustach pojawił się promienny uśmiech.


Hej ! No to troszkę się podziało. Przyznam się, że początkowo chciałam uśmiercić Elenę, bo za nią nie przepadam. Ale potem doszłam do wniosku, że jednak w moim opowiadaniu nie lawiruje między braćmi więc niech żyje dziewczyna! Wiem, wiem jestem straszna, ale już nic nie poradzę. Oczywiście nie obiecuję, że jeszcze tego nie zrobię, hahaha. Dobra nie zdradzam, dalszej akcji. W sumie, to mam napisany dopiero jeden rozdział więcej, więc zbyt dużo i tak bym nie ujawniła, chociaż pomysł w głowie jest! Na zakończenie mam wielką prośbę (znowu!). Jesteś - czytasz - skomentuj! Bardzo to podbudowuje! Tak czy inaczej i tak bardzo dziękuję, za wszystkie dotychczasowe komentarze, jesteście świetni. Pozdrawiam cieplutko. A na koniec taki mały bonus ode mnie. Mimo, że wolę mocniejsze brzmienie to ten zespół od niedawna uwielbiam. Polecam! 
The Baseballs - Umbrella

xxx

środa, 30 lipca 2014

Rozdział IV

  Szeryf Forbes krzątała się po swojej kuchni. Dziwne przeczucia chodziły jej po głowie. Jej córka nie odzywała się do niej od trzech dni. Rozumiała, że była studentka, wiodła inne życie. Ale jako matka powinnam choć w małym stopniu wiedzieć coś o niej. Tym bardziej, że zdawała sobie sprawę iż ich wróg, znów pragnie zaatakować ich organizację. Organizację, której ona była przewodniczącą, oraz w której jej córka jak i jej przyjaciółki odgrywały znaczącą rolę. Chociaż tak naprawdę nie miały o tym pojęcia. Postanowiła, że to ona wykona pierwszy krok. Wykręciła numer do swojej córki. Zero odpowiedzi. Sygnał był ale Caroline po prostu nie odbierała. Popatrzyła więc na zegarek. Wskazywał nocne godziny. Była sobota, nic więc dziwnego, że blondynka nie odbiera. Na pewno jest na dobrej imprezie i świetnie się bawi. Wstała więc z kanapy i podeszła do drewnianego blatu. Zaparzyła sobie herbatę, wyjęła z szafki kruche ciastka i ponownie wróciła na uprzednie miejsce. Włączyła telewizor. Leciał jakiś durny film, gdzie wszystko było strasznie upozorowane, niby horror ale nie poruszał widza. Jako szeryf tego miasteczka, spotykała się z podobnymi sprawami. Była to dla niej już w pewnym sensie rutyna. Z ciszyła telewizor. Wciąż dręczyło ją to nieprzyjemne uczucie, które z chwili na chwilę próbowała od siebie odpędzić. Wtem zadzwonił do niej kolega z komisariatu jak i członek ich ważnej grupy. Odebrała pośpiesznie, modląc się w duchu, żeby tylko nie była wzywana teraz na pomoc do nich. Tak bardzo marzyła o relaksie, o spokoju. Sami powinni zająć się takimi sprawami. Mimo wszystko nacisnęła zieloną słuchawkę.
- Tim, coś się stało ? – spytała swojego bliskiego przyjaciela.
- Nie, znaczy właściwie  to tak…- plątał się w słowach – Znaleźliśmy lukę w regulaminie naszej organizacji. – zaintrygowało to mocno Elizabeth, co takiego mogli tam znaleźć, że Tim do niej wydzwania w środku nocy. – Wiem, że Caroline, Elena i Bonnie są strzeżone przez naszych agentów. Grupa Nathaniela jest bardzo niebezpieczna. Chcą porwać je i się ich pozbyć, zyskując przy tym wszystko to co do dziewczyn należy oraz przejmując kontrolę nad całą organizacją. – Nie rozumiała dlaczego jej to mówi, dobrze sobie z tego zdawała sprawę, ale mimo to pozwoliła swojej córce żyć pełnią życia i udać się do colleage’u. Jej współpracownik jednak miał w zwyczaju, że jak chciał coś przekazać robił bardzo długi wstęp. Uzasadniając wszystko, jednak w tej sytuacji było to zupełnie zbędne.
- Tak, tak wiem o tym. Zdaję sobie z tego sprawę – odpowiedziała nieco rozzłoszczona Forbes. – Ale o co chodzi ? Co znaleźliście ? – chciała przyśpieszyć i dać mu do zrozumienia, żeby wreszcie powiedział co tak naprawdę się dowiedzieli.
-  Spokojnie Elizabeth, tak więc okazało się, że sama śmierć wszystkich członków rodzin założycielskich nie jest wystarczająca aby Nate przejął władze. Jest to zbędne. Aby został nowym przewodniczącym musi mieć zgodę. Pisemny akt, który da mu na to możliwość. – kobieta odetchnęła z ulgą, przecież to sprawi, że dziewczyny będą bardziej bezpieczne. Oczywiście nie można dopuścić do tego aby, którakolwiek podpisała ów zgodę a raczej przekazanie mu kontroli nad wszystkim. West jest człowiekiem niespełna umysłowym. Jego rządy mogą doprowadzić do katastrofy. Nie mniej jednak ta wiadomość bardzo rozweseliła blondynkę.
- Tim, to są świetne wieści. Muszę przekazać je któremuś z Salvatorów. – tymi słowami zakończyła swoją rozmowę z policjantem. Uradowana wzięła do ręki kubek z herbatą i pociągnęła kilka łyków, następnie zjadła ciasteczko. Czy tak naprawdę były to dobre wieści? Tak czy inaczej dziewczęta nadal były zagrożone. Owszem może ich zmusić do podpisania aktu przekazania ale później aby nic się nie wydało nadal może chcieć się ich pozbyć. Wyszukała w liście kontaktów numer do blondyna i szybko się z nim połączyła.

  Bracia odjechali spod akademika. Ich plan ruszył. Mikaelson miał zająć się Caroline, natomiast oni musieli odszukać dziewczyny. Stefan bardzo się martwił. Był wrażliwy i jeśli do kogoś się przywiązał, z kimś się zaprzyjaźniał to nie potrafił znieść gdy temu komuś działa się krzywda. Najbardziej bał się o to czy w ogóle one żyją. Wiedział przecież, że West ma zamiar wymordowania rodzin założycielskich. Nie mieściło mu się to wręcz w głowie. Ale próbował odpędzić te myśli od siebie. Nie wybaczył by sobie tego jeśli one zginą. To on miał być przy nich najbliżej, strzec je i chronić ale nawalił. W kieszeni jego jeansowych spodni zadzwoniła komórka. Nigdy chyba tak bardzo nie bał się odebrać telefonu jak tym razem. Damon widząc strach w jego oczach momentalnie zorientował się o co może chodzić, jednak musiał się upewnić.
- Stefan, mów! Kto dzwoni? – jego głos był stanowczy.
- Liz Forbes – odpowiedział niepewnym głosem jego brat. – Muszę odebrać, muszę powiedzieć jej co się stało. – to zdenerwowało go jeszcze bardziej, sama myśl że będzie musiał wyjawić jej jak bardzo polegli była straszna. A może ona już wszystko wiedziała? Damon tylko pokiwał głową.  – Tak słucham? –rozpoczął, zaraz po odebraniu połączenia.
- Stefan mam dla Ciebie wiadomość. Jest dosyć ważna i myślę, że Nathaniel ma już chyba tego świadomość. - W gardle Stefana stanęła gula. Ale przerwał jej.
- Porwał je. – tylko tyle zdołał wydusić.  Po drugiej stronie w słuchawce nastała cisza. Liz próbowała przetrawić usłyszane słowa. – Porwał je. – powtórzył już bardziej zdecydowanym głosem.
- Że co?! – wykrzyknęła pani szeryf. - Mieliście je chronić, a on tak sobie je porwał?! – gniew i złość można teraz było wyczuć na kilometr.  Ba! Na sto kilometrów. Chłopak jednak ponownie przerwał jej.
- Bonnie i Elena zniknęły. Znajdziemy je obiecuję. – odpowiedział, chcąc jak najbardziej załagodzić sytuacje, tylko czy to miało jakikolwiek sens? – Caroline jest jak na razie bezpieczna. Klaus Mikaelson się nią zajmuję. Obecnie plan jest taki że postara się on ją ukryć, aby podwładni West’a nie zdołali się dowiedzieć gdzie ona jest. – Wyrecytował te słowa. Forbes nie była ucieszona, niby jej córka jest jeszcze w rękach znanych jej osób.  Nie zmienia to faktu, że pozostałe dziewczyny są w ogromnym niebezpieczeństwie. Martwiła się o nie równie mocno. Znała je przecież od dziecka, miała z nimi świetny kontakt tak jak i z ich rodzinami. Byli jak jedna duża rodzina o wielkim sekrecie. Postanowiła, że skoro to wszystko zabrnęło już tak daleko muszą zacząć walczyć. 
- Stefan jest coś o czym powinniście wiedzieć. – Po tych słowach dokładnie opowiedziała mu o czym przed chwilą rozmawiała z Timem. Ta wiadomość również podbudowała blondyna, dlatego nie ujawniła mu swoich wątpliwości. Zakończyli rozmowę  i Salvatore odłożył telefon. Przewodnicząca miała jednak dać mu znać czy ktoś z pozostałych nie wie gdzie są przetrzymywane dziewczyny. Damon, który siedział za kierownicą właśnie zakręcił w ostatnią przecznicę, pod ich mieszkanie. Nic nie mówił, co było dość dziwnym zjawiskiem. Z reguły to właśnie on miał najwięcej do zakomunikowania reszcie. Jego usta się nie zamykały, potrafił każdą rzecz skomentować. Tym razem wydukał tylko.
- I co?  - parkując w ustalonym miejscu i patrząc się w oczy bratu.
- Jesteśmy w dupie. – odpowiedział mu blondyn.

  Wstała z podłogi, próbując się uspokoić. Wiedziała, że łatwo nie pójdzie, że nikt nie ma tutaj zamiaru jej wypuścić. Mimo próśb. Czuła ogarniające ją zmęczenie, podeszła więc do drewnianej szafy i spróbowała ją otworzyć. Kiedy uchyliła drzwiczki, jej oczom ukazała się niemal pustka. Nie znajdowało się tam zbyt wiele rzeczy, jeśli chodzi o miejsce na ubrania wiszące, to na drążku prócz czerwonych, plastikowych wieszaków nie było nic. Na dole poukładane były jakieś ciemne chyba dresy, zwykłe koszulki. Zamknęła je, nie dotykając żadnego przedmiotu, nie dotykając żadnej ze znajdujących się tam rzeczy. Następnie odsunęła szufladę niżej. Kilka par bielizny, jakieś skarpetki, wyglądało to tak jakby ktoś niedużo wcześniej był tutaj i je wrzucił na szybkiego. Zasunęła i to, a następnie oddaliła się w kierunku łóżka. Usiadła na nim. Brązowa pościel nie pasowała do całego wystroju. Bonnie zdjęła swoje szpilki, pozwalając aby jej bose stopy stanęły na prostej powierzchni. Strach nie odstępował ani na krok, ale dziewczyna nie miała już na to siły. W jej żołądku przewracało się, co powodowało odczucia wymiotne u dziewczyny. Odsunęła kołdrę i nie zdejmując swojej brzoskwiniowej sukienki wsunęła się pod pościel. Ułożyła głowę na poduszce i zamknęła powieki. Wyszeptała jedynie kilka słów.
- Proszę, niech to wszystko będzie snem. - a z jej oczu polały się łzy.

  Motocykl przyśpieszał z chwili na chwilę. Blondynka poczuła adrenalinę. Musiała przyznać, że to uczucie spodobało się jej. Ale nie powinna, przecież teraz o tym teraz myśleć. Ma się skupić, nad tym co się dzieje. Jedzie z jakimś obcym facetem, nie wiadomo w jakie miejsce. Jej przyjaciółki zniknęły a ona nie ma pojęcia o całej zaistniałej sprawie. Dlaczego w ogóle wsiadła na ten motor? Co tu się właściwie dzieje? Jej głowę rozsadzały pytania, na które w żaden sensowny sposób nie potrafiła sobie odpowiedzieć. Postanowiła, że teraz zajmie się drogą. Gdzie ten koleś ją wywozi? Minęli właśnie znak oznajmiający, że wyjechali z miasta, w którym studiowała. Czy w razie potrzeby byłaby w stanie wrócić sama ? Nie miała pojęcia. Strach w niej wzmagał, mimo to potrafiła jedynie wpatrywać się w postać za którą siedziała. Ten mężczyzna był dla niej podejrzany już od kilku dni. Przyglądał się jej. Motocykl mocno skręcił, dziewczyna nie była na to przygotowana, ale mimo to udało jej się utrzymać równowagę. To zachwianie było powodem tego, ze nie zgodziła się objąć go w pasie, tylko swoje ręce zacisnęła z tyłu pojazdu. Wjeżdżali w jakąś leśną ścieżkę. Było już ciemno Caroline widziała jedynie otaczające ją drzewa, a szybkość z jaką jechali ani na chwilę się nie zmniejszyła. Zamknęła oczy, nagle przypłynęły do nich łzy. Nie mogła sobie na to pozwolić. Teraz płacz jest ostatnią rzeczą, jaką powinna zrobić. Ma być silna. Ona – Caroline Forbes. Klaus zwalniał, ponieważ dało się już dojrzeć w oddali jakiś budynek. Wyglądał na normalny dom. Wokół niego rozciągało się coś na kształt łąki, obok był chyba ogródek. W nocy ciężko było wszystko zauważyć i rozpoznać. Widziała tylko, że otaczał ich las. Wyglądający teraz upiornie. Zatrzymał swój pojazd zaraz przed bramką, którą otworzył pilotem. Zdziwiło to trochę dziewczynę, bo nie wyglądało na to, żeby ten sprzęt był aż tak nowoczesny. Podjechali bliżej. Blondyn wyłączył silnik, zsiadł z motoru i zaczął zdejmować kask. Dziewczyna zrobiła tak samo, cały czas przyglądając się miejscu w którym się znajdowała, miejscu do którego przywiózł ją ten mężczyzna. W dłoniach mocno trzymało przedmiot, który wcześniej miała na głowie. On podążył w stronę drzwi wejściowych do tego domu. Przekręcił zamek i nacisnął na klamkę. Zauważył, że ona pozostała dalej w tym samy miejscu.
- Wchodź – powiedział ostro, jak to zwykle miał w zwyczaju.
- Odwieź mnie do mojego mieszkania. – powiedziała stanowczo blondynka. Te słowa wywołały sarkastyczny uśmieszek u towarzysza. Ale tylko na chwilę, zaraz potem znikły i mimika wróciła do tego samego co przed chwilą wyrazu.
- Wchodź. – powtórzył. Nie reagowała, podszedł więc do niej, patrząc w jej oczy. Ona nie oderwała spojrzenia. Widział w nich strach ale też stanowczość. Złapał ją za nadgarstek. Uścisk ten nie spowodował bólu ale był silny. Cały czas nie odwracając od niej swych oczu, znów się do niej zwrócił. – Wejdziesz ze mną teraz do tego domu. Ja się Ciebie nie pytam co Ty chcesz. Jeśli chcesz być bezpieczna, będziesz mnie słuchała. – O ile pierwsze słowa wysyczał to kolejne stawały się coraz łagodniejsze. Pociągnął dziewczynę w kierunku schodów wejściowych. Tym razem nie protestowała.

    Głowa cały czas spoczywała na miękkiej pościeli. Nie szarpała się już, to i tak wszystko było na darmo. Próbowała uporządkować myśli, które kołatały się w jej głowie. Okno nie było zasłonięte, więc spokojnie mogła zauważyć, że nadal trwa noc. Leżała w pomieszczeniu sama. Elena zastanawiała się czy to możliwe, żeby przed kilkoma minutami, słyszała głos Tylera. Czy to był jej dawny znajomy? Odrzuciła to od siebie, myśląc że przecież znikł on kilka miesięcy temu wraz ze swoją rodziną, to nie może być on. To wszystko nie miało grama sensu. Było bardzo zagmatwane, przez co Gilbert nie potrafiła sobie z tym poradzić. Ułożyła związane nogi do lepszej pozycji, aby poczuć się wygodniej. Nie był to zamierzony efekt, ale mimo to, dało większą swobodę. Ręce miała związane z przodu. Obróciła się na plecy i patrzyła w sufit. Oczy nie zamykały się, czekała na dalszy bieg wydarzeń. Minęło może 10, może 15 minut. Znowu się poruszyła i wtedy dotarło do niej, że w tylnej kieszeni spodni nadal znajduje się jej telefon. Momentalnie wyciągnęła go w trochę kłopotliwy sposób, w końcu była związana, co powodowało że jej ruchy były znacznie utrudnione. Wreszcie się udało, z kolejnymi problemami ale odnalazła w kontaktach numer do Damona. Ręce jej drżały, ale nie dała ponieść się emocjom. Nie potrafiła podnieść komórki do ucha więc ułożyła się bokiem na łóżku, tak aby jej głowa znajdowała się jak najbliżej przedmiotu, gdy tylko zobaczyła, że brunet odebrał szybko zaczęła mówić a raczej jęczeć.
- Damon, Damon proszę pomóż mi. Nie wiem gdzie jestem. – do oczu napłynęły łzy, które powoli kapały po jej policzkach. Chłopak był tak bardzo zdezorientowany. Pomimo odległości ucha od głośnika słyszała jego głos.
- Elena, spokojnie. Powiedz mi co widzisz.- Chciał, żeby jakoś naprowadziła go na miejsce, w którym się znajdowała, ale ją ogarniała jedynie ciemność.
- Nic, wszędzie jest ciemno. Damon proszę cię. Pomóż mi. – kolejny potok łez spływał na pościel. Mężczyzna był taki rozdarty, chciał jej pomóc z całego serca. Ale nie miał pojęcia co się z nią dzieje, gdzie jest. W momencie jego twarz zbladła. Zaczął znów mówić.
- Elena spokojnie, odnajdziemy Cię. – w tym momencie za drzwiami ktoś się pojawił. Szatynka szybko chciała rozłączyć się, ale nie potrafiła, dlatego zsunęła tylko komórkę w przepaść między łóżkiem a ścianą.

  Salvatore próbował jeszcze dowiedzieć się czegoś od Eleny. Krzyczał wręcz do telefonu, ale nikt nie odpowiadał. Usłyszał jak jej komórka musiała gdzieś spaść, lub się osunąć. Ponieważ z głośnika dobiegł huk i hałas. Potem było tylko szemranie  i bełkot, którego w żaden sposób nie potrafił zrozumieć.
- Elena, halo? Elena! Odezwij się – próbował, ale tak jak myślał było to na nic. – Musimy namierzyć jej telefon, teraz szybko - zwrócił się do swojego brata a już chwilę później poczynili odpowiednie kroki prowadzące do odnalezienia dziewczyny. Jak na złość sygnał był słaby i cały czas maszyna nie podawała konkretnego adresu. Nie podawała nawet okolicy.  Nerwy w dodatku potrafiły zrobić swoje, ich nadmiar powodował, że ręce im się trzęsły i tylko przeklinali na urządzenie.
- Cholera, musimy ja namierzyć – rzekł brunet i po raz kolejny pragnął połączyć się z sygnałem nadawanym przez komórkę Gilbert. Ekran zaświecił się, a na nim pojawił się adres, a konkretnie nazwa ulicy. To było to, gdzieś tam znajdowała się ich przyjaciółka. 
- Priston Street – przeczytał na głos Stefan. – Około 20 lub 30 minut drogi stąd. 
- Będę tam w 10 ! – pewnym głosem podsumował starszy Salvatore a zaraz potem wybiegł z mieszkania, w którym przebywali może jedynie z dwie minuty. Wsiadł do samochodu odpalił silnik i z piskiem opon pomknął w wyznaczonym kierunku. Stefan postąpił tak samo, widział determinacje w oczach brata, dlatego nic się nie odzywał. Z tego wszystkiego nawet nie zdążył uświadomić Matta że znów wychodzą. Czy on w ogóle był w ich mieszkaniu ? Nie zobaczył go przecież. No nic jest wieczór pewnie baluję, postanowił że się tym nie będzie teraz zajmował.

  Kiedy Klaus zapalił światło w domku jej oczom ukazały się całkiem zwykłe pomieszczenia. Na prawo znajdował się duży salon z fotelami, stołem i szafką na książki. Całkiem pokaźna biblioteczka, jednak tytułów nie umiała dostrzec. Naprzeciw była kuchnia. Prosto od drzwi znajdowały się za to schody prowadzące na górne piętro. Chociaż wszystko sprawiało wrażenie przytulnego mieszkania, ciało Caroline i tak drżało ze strachu. Obok niej stał w końcu obcy mężczyzna, nie chciała dać po sobie poznać, że się boi, więc uniosła głowę wysoko i weszła głębiej do domu, rozglądając się i obserwując wszystko w koło.  Klaus stał za nią, dogłębnie przyglądając się jej każdemu ruchowi. 
- Sypialnie są u góry? – zapytała, chcąc zabrzmieć jak najpewniej. Ale nadal nie odwróciła się w stronę drugiej osoby, po prostu wyglądało to jakby to pytanie miało paść tak sobie, mimochodem.
- Tak – odpowiedział jej. – Moja jest po prawej stronie ale po przeciwnej pokój jest wolny. Drugie drzwi prowadzą do łazienki. – odparł jak zwykle zimno i stonowanie. Kiedy wspomniał o toalecie, w głowie dziewczyny pojawiła się myśl, a raczej problem, który chyba nieświadomie wypowiedziała na głos. 
- Nie mam ze sobą nic do ubrania, muszę wrócić się po swoje rzeczy. - W tym też momencie odwróciła się i chciała podążyć w stronę drzwi wyjściowych, ale mężczyzna zatrzymał ją ręką. 
- Dziś dam Ci jakąś moją koszulkę. Tyle starczy ci do spania a jutro pojadę po Twoje rzeczy.
- Pojedziemy  - powiedziała twardo, ponieważ nigdy w życiu nie da kluczy do mieszkania człowiekowi, którego widziała parę razy. 
- Powiedziałem, że pojadę. Nie jest dobrym pomysłem abyś pokazywała się, patrząc na sytuacje w jakiej się znajdujesz. – Te słowa znów wzbudziły lęk w dziewczynie. W jakiej sytuacji się znajdowała, do cholery?! Nic nie miało sensu. Dlatego skoro już z nią rozmawiał postanowiła, że zapyta.
- A w jakiej się znajduję? Co się tu dzieję? – odeszła krok w tył, bo zauważyła że trochę zbyt blisko niego stała, wpatrując się w jego niebieskie oczy. – Możesz mi to wytłumaczyć? 
- Wszystko w swoim czasie - odpowiedział. 
- Ale.. Klaus – nie była pewna czy może się do niego zwracać po imieniu, ale teraz nie miało to dla niej takiego znaczenia. On przerwał jej wypowiedź.
- Idź się wykąp jeśli chcesz i połóż. Jutro będziesz miała swoje rzeczy. – to mówiąc wspiął się po schodach na piętro a następnie znikł za drzwiami swojego pokoju. Została sama, znów bez odpowiedzi.

  Mimo obietnic korki i zatłoczony ruch uliczny spowodował, ze nawet po 25 minutach jeszcze nie dotarli na miejsce. Damon bardzo się niecierpliwił i wściekał na wszystkich nieudolnych w jego mniemaniu kierowców. Blondyn tym razem odpłynął w myślach, nie zwracając uwagi na krzyki brata. Popatrzył na telefon, miał 4 nieodebrane połączenia od Rebeki. Nie mógł przecież jej tak ignorować. Znaczyła coś dla niego, była ważnym elementem jego życia a on po prostu się do niej nie odzywał. Nie chciał jej okłamywać, ale w tym momencie uspokojenie jej i nie powiedzenie prawdy było lepszym wyjściem od unikania jakiejkolwiek rozmowy. Tym bardziej, że ona nie miała pojęcia co do zaginięcia jeszcze Eleny. Wziął więc telefon w dłoń i wykręcił numer do niej, musiał ją trochę uspokoić. Po dwóch może trzech sygnałach odebrała roztrzęsiona. 
- Halo? Stefan to ty? Gdzie jesteś? Co się z tobą dzieje? – potok słów a raczej pytań wylał się z jej ust. 
- Bex, spokojnie. – Damon patrzył na niego z zastanowieniem, obawiając się co powie jej, jego młodszy braciszek – Jestem z Damonem, musiałem pomóc mu w załatwieniu jednej sprawy w pracy – co prawda, to nie było kłamstwem .
- Stefan ale jak to ? Co w końcu z tą Bonnie? – padło również pytanie, którego się trochę obawiał no ale domyślał się, że dziewczyna, jego dziewczyna mu je zada.
- Jak wrócę do domu, to obiecuję że się odezwę. – chciał uciąć temat – Teraz muszę kończyć, Rebekah do zobaczenia. – ona jednak nie dała się zwieźć i nie pozwoliła na zakończenie rozmowy.
- Stefan, co z dziewczynami ? Żadna nie odbiera ode mnie telefonu, co się dzieje? – nie chcąc zostawiać jej z tym problemem, wymyślił coś aby zamydlić jej oczy.
- Nie martw się, wszystko jest w porządku. Caroline, Elena i Bonnie musiały wrócić do siebie, do Mystic Falls. Nie wiem dokładnie o co chodzi, ale nic poważnego, niedługo znów się pojawią. Ja naprawdę muszę już kończyć…- zaczął blondyn widząc, że za chwilę wjadą na ulicę gdzie najprawdopodobniej znajdowała się szatynka.   – Obiecuję że się odezwę. – i właśnie tymi słowami zakończył rozmowę. Schował telefon do kieszeni i czekał na dalszy rozwój akcji, bo przecież nie mieli żadnego planu. Odnajdą ją i co ? Wiadome było, że jest strzeżona. No ale cóż, cokolwiek ale musieli to zrobić. 
  Mężczyzna wysiadł ze swego samochodu i podążył w stronę zwyczajnie wyglądającego domu. Chciał załatwić sprawę szybko. Miał w końcu pod sobą kilku mężczyzn, którzy tak jak on pragnęli tego samego. Władzy i pieniędzy. Teraz tylko musiał uzyskać papiery, w których te młode dziewczyny zrzekną się swoich praw. Nie będzie to trudne, w końcu one o niczym nie mają pojęcia a sama wizja utraty życia, będzie ich tak przerażała, że bez problemu podpiszą odpowiednie dokumenty. Wszedł po schodach, nie dzwoniąc ani pukając otworzył drzwi i przeszedł przez próg. Bez zbędnych ceregieli, udał się w kierunku gdzie zamknięta była dziewczyna.
Elena gdy opuściła telefon zaczęła opanowywać powoli oddech. Nie mogła sprawić, by ktoś się zorientował. Popatrzyła w stronę, z której dobiegały do niej odgłosy kroków i rozmowy. Zaraz potem drzwi się uchyliły, w pokoju rozbłysło światło a przed jej oczami ukazali się dwaj nieznani jej mężczyźni. Jej wzrok zdradzał ogromny strach i napięcie. Leżała skrępowana na łóżku, nie miała żadnych szans na ucieczkę. Mogli w tym momencie zrobić z nią wszystko, i właśnie ta myśl ją bardzo przerażała. Podeszli do niej bliżej, ona skuliła się i próbowała przysunąć się jak najbardziej do ściany.
- Nie bój się, nic Ci nie zrobimy. – powiedział Nathaniel, który w rękach trzymał granatową teczkę. Te słowa nie uspokoiły jej, chociaż kolejne były bardziej przerażające. – Przynajmniej jak na razie, jeśli będziesz mnie słuchała i zrobisz co Ci każę wszystko skończy się po dobroci. – dopowiedział, a ona ujrzała zło w jego spojrzeniu. Cokolwiek by nie zrobiła, wiedziała że nie skończy się to jednak dobrze. – A więc…- kontynuował – Podpiszesz jeden dokument, który przygotowałem i można powiedzieć że będziesz wolna. – Elena nadal milczała, nie chcąc powiedzieć czegoś złego a tak czy inaczej była tego świadoma, że jej głos może nie zabrzmieć dobrze, i będzie to jedynie cichy pisk. Podszedł do niej jeszcze bliżej, a ona nie miała już gdzie uciekać. Odwiązał sznury z jej rąk, ale nogi nadal miała skrępowane. Złapał za teczkę i wyciągnął z niej białą kartkę papieru, która była w pełni pokryta zdaniami. Na końcu jednak znajdowało się miejsce na podpis. – No proszę mała – powiedział to dość obleśnie. – Jeden podpis tutaj i jesteś wolna. – jego usta wygięły się w uśmiech.
- Co to jest? – z zająknięciami wydukała Gilbert. Owszem wizja ucieczki stąd była kusząca, ale nie mogła podpisać czegoś o czym nie miała pojęcia. Czegoś, gdzie zgadzałaby się na nie wiadomo co.
- A czy to ważne? Podpiszesz, będziesz żyła tak jak żyjesz, nic się nie zmieni, uwierz, Ty i tak o niczym nie masz pojęcia, więc po co ci wiedzieć? Nic nie stracisz. – jego ton głosu nie był zbytnio przekonywujący.
- Nie - ledwie słyszalnie odpowiedziała.
- Co powiedziałaś? – doskonale wiedział co powiedziała, ale chciał aby wzbudziło to w niej jeszcze większy strach.
- Nie – tym razem trochę głośniej starała się zabrzmieć.
- Ja się Ciebie nie pytam czy mi to podpiszesz ? – prawie krzyknął na nią. – Ja po prostu Ci mówię, że MASZ to podpisać. – słowo „masz” szczególnie zaakcentował. Ona zaprzeczyła ruchem głowy. Zdenerwowało to mocno mężczyznę. Zacisnął ręce na jej szyi, lekko przyduszając. Dziewczyna poczuła jak powoli dostęp powietrza do jej płuc się zmniejsza.
- Puść mnie. – wycharczała.
- Weźmiesz teraz ten długopis i podpiszesz ten pieprzony papier zrozumiałaś? - patrzył jej w oczy, przenikając je. Coraz bardziej nie potrafiła oddychać, dlatego w strachu pokiwała głową, że się zgadza. Poluźnił uścisk na jej szyi, szybko podając długopis. Złapała go, ale ponieważ ręce jej się trzęsły wyleciał jej upadając. Nathaniel ze spokojem podniósł go, ponownie podając. W jego oczach gniew nie ustępował ani na krok. Był średniego wieku mężczyzną. Z pozoru nie wyglądał na jakiegoś przestępcę ale gdy zagłębiło się już w jego oczy, można z nich było wyczytać, jakim tak naprawdę jest człowiekiem. Złapała, tym razem mocniej długopis, wzięła papier do rąk i nakreśliła w miejscu oznaczonym kropkami swoje imię i nazwisko. Udało się jej tylko przeczytać, że nagłówek głosił „ZRZEKNIĘCIE SIĘ PRAW DO WŁADZY NAD ORGANIZACJĄ…” nazwy już nie udało jej się dostrzec. To musiał być jakiś błąd, totalna pomyłka, przecież ona nie miała żadnej kontroli nad czymkolwiek. Brunet odebrał pośpiesznie kartkę z jej dłoni, przyglądając się złożonemu podpisowi. Na ustach znów pojawił się uśmieszek. Tym razem odwrócił się do drugiego mężczyzny, który tu z nim przyszedł, ale całej tej sytuacji się tylko przyglądał.

- Mam to. Teraz zawołaj Lockwooda. Musimy się jej pozbyć. – nim dziewczyna zdołała cokolwiek zrozumieć lub się odezwać, otrzymała silne uderzenie w tył głowy. Straciła przytomność.


Siema, Siema, Siema! No i mam kolejny rozdział. Nadal się nic nie wyjaśnia i nadal mało Klaroline, wiem wiem ale postaram się to zacząć zmieniać. Od razu powiem, że nie mam pojęcia ile to opowiadanie będzie miało rozdziałów. Być może niedługo je skończę, może koło 10, a może rozwinie mi się pomysł w głowie i będę pisać je i pisać. Wszystko wyniknie w przysłowiowym "praniu". Pogoda troszkę się u mnie poprawiła z czego jestem zadowolona. Teraz też trochę koncertuję z zespołem, jest bardzo fajnie. Uwierzcie tańce regionalne to nie prosta sprawa a można się w tym bardzo zakochać. I choć dla wielu osób to nuda i banał, to dla kogoś może być ważną częścią życia. Tak czy inaczej pozdrawiam Was wszystkich cieplutko i dziękuję za komentarze. Dają kopa, naprawdę ! Do napisania !
xxx 

czwartek, 24 lipca 2014

Rozdział III

   Stefan momentalnie po wyjaśnieniu sprawy swym towarzyszom, podniósł się z miejsca i chciał ruszyć w stronę wyjścia.
- Co ty robisz ? – ze wściekłością wysyczał Klaus. Łapiąc go, może trochę zbyt mocno za rękę. 
- Idę do Caroline. Została, przecież sama. – z takim samym wyrzutem odpowiedział mu, wyrywając swoją kończynę z tego nieprzyjemnego ucisku. 
- Cudowny pomysł – powiedział z irytacją i wyczuwalnym sarkazmem w głosie blondyn. – Pójdziesz do dziewczyny i co jej powiesz ? Hmm – udawał że się zastanawia – „Cześć, tak właściwie to Elena i Bonnie zostały porwane. A Ty jesteś następna. Nie wiem czy one w ogóle żyją. Ale spokojnie, przecież ja tu jestem a Ci ludzie, którzy Cię ścigają wiedzą o mnie niemal wszystko, dlatego że gdy Ciebie śledzili to i również mnie. Mogą bez problemów się nas pozbyć a wtedy osiągną to co chcą. W dodatku jestem idiotą, że bez żadnego mądrego planu, przyszedłem tutaj.” – tymi słowami zakończył swoje wystąpienie, które oczywiście miało na celu pokazanie młodszemu z Salvatorów, że jego impulsywne postępowanie, może przynieść im jeszcze większą zgubę. A byli już prawie na przegranej pozycji. Zdenerwowany i nieco zaskoczony tym wszystkim student musiał przyznać, że on ma racje. Ale nie mógł zostawić swojej przyjaciółki samej. Wiadome było, iż jest ona kolejną ofiarą. 
- To co mam zrobić ? – wybuchnął – Chcesz, żeby i ją zabrali ?! - te słowa wzburzyły też Mikaelsona, wstał i on, uderzając ręką o stół. 
- Cholera, Stefan. Nie pieprz głupot ! Mamy zadanie, mieliśmy je chronić. Zawaliliśmy. Człowieku, musimy jakoś pomóc chociaż jej. Potem odbić pozostałe. Chyba każdy z nas wie, jak bardzo oni potrafią być niebezpieczni. – ostatnie wyrazy padły z mocną nienawiścią. Dopiero po tej wymianie zdań do rozmowy wtrącił się Damon. 
- Spokojnie, spokojnie…- mężczyźni zwrócili swoje spojrzenie w kierunku osoby, wypowiadającej te słowa. – Klaus ma racje. Musimy od teraz każdy krok przemyśleć. – wszyscy usiedli. Wiedzieli, ze nie mają wiele czasu ale trzeba było ustalić postępowanie. Damon był chyba najbardziej zdenerwowany. Nie znał dobrze Eleny Gilbert, ale coś podpowiadało mu, że jest ona wyjątkowa. Nie mógł sobie przebaczyć, że jej nie ochronił.
- Jedno jest pewne – zaczął blondyn z brytyjskim akcentem – Stefan nie może iść do Caroline, myślę że oni skupią się teraz na nim. Patrzą co robi, bo wiedzą, że będzie chciał ją chronić. Dlatego nie może się z nią spotkać. Z drugiej strony, musimy to my ją ukryć. – patrzyli się na siebie i rozumieli o co chodzi. Tym razem odezwał się brunet, który chwilę wcześniej pociągnął łyk trunku.
- Zgadzam się. Jeden z nas powinien się nią zająć. Dwaj pozostali dowiedzą się, gdzie znajdują się Elena i Bonnie no i wtedy obmyślimy jak je odbić. – potaknęli głowami. „O ile żyją” pomyślał. Salvatore kontynuował – Uważam, że ty Mikealson musisz zabrać dziewczynę. Oni o Tobie wiedzą, aczkolwiek są też tego świadomi, że ja i Stefan jesteśmy z nimi bliżej. Na pewno wiedzą, ze będziemy chcieć ją gdzieś „schować” - nie za bardzo spodobało się to blondynowi. Dlatego, gdy Salvatore powiedział mu, jak ma to wyglądać według niego, wykrzyknął.
- Co ?! Nie znam jej. W dodatku co będę z nią robił. Wy zajmiecie się poważną akcją a ja będę bawił jakiegoś bachora, którego próbują zabić. – wściekł się, że to jemu ma przypaść najgorsze a jednocześnie zapewne najnudniejsze zadanie.
- Nie chcę nic mówić, ale ten bachor jak ją określiłeś, jest młodsza od Ciebie o jedynie 5 lat. W dodatku nie oszukujmy się jest inteligentną studentką. – skomentował Stefan, zły że tak nazwał jego przyjaciółkę z colleage’u.
- Świetnie. – znów ironicznie odpowiedział. – Byłem najlepszy na misjach a teraz dostanę, tak banalne zadanie.
- Nie myślę, żeby było banalne. Musisz mieć oczy dookoła głowy. Dobrze o tym wiesz. Musisz strzec ja na każdym kroku. A najlepiej by było, gdybyś ją podszkolił trochę. – dał radę swojemu koledze, co prawda nie przepadali zbytnio za sobą. To zawsze Damon szalał z Klausem, byli w tym samym wieku znali się od momentu, kiedy poszli do tej samej szkoły aby szkolić się w zawodzie, jaki ciążył na nich niemal od urodzenia. 
- Dlaczego Damon się tym nie może zająć ? – zapytał, nadal ze złością, marząc że jednak zmienią swoje zdanie.
- Damon jest mi potrzebny. Gdybyśmy znaleźli Elene, to w dziwny sposób on ją uspokaja – powiedział to i skierował swój wzrok na brata. 
- Dobra, z resztą nie wnikam. – uciął Mikaelson. – Zadzwoń do tej dziewczyny. Powiedz, żeby wyszła przed akademik. Kiedy już będzie na miejscu, to musisz znów do niej zadzwonić i kazać, żeby bez zbędnej scenki wsiadła ze mną na motocykl. Nie mam zamiaru się z nią szarpać. A jeśli będzie się kłócić, zrobię to nie po dobroci. Znacie mnie. – na koniec, akcentował ostatnie zdanie po którym ułożył usta w denerwujący uśmieszek, według młodszego z braci. 
- Niech będzie. Od tego momentu, dzwonimy do Ciebie tylko w nielicznych sytuacjach, jeśli się sprawy pokomplikują…- zamyślił się -  Nie mogą się pokomplikować. – Stefan zakończył swą wypowiedź i wstał od stołu. – Jedźmy. Zaczynajmy. 
- Ok. – zgodził się jego brat. Blondyn również się podniósł, ale wiedział że o jednej rzeczy musi im jeszcze powiedzieć. 
- Do ich grupy dołączył ktoś o kim nie wiecie. –ich zdziwione spojrzenia spowodowały, że kontynuował. – Kol. – kolejne rozczarowanie i niedowierzenie wkroczyło na ich twarze. Jakim cudem ich przyjaciel, brat Klausa, najlepszy kolega Stefana mógł ich zdradzić. Przecież razem się wychowywali. Szkolili. To nie było możliwe. Blondyn nie chciał w to wierzyć. Kol był dla niego jak brat. Kiedy Klaus i Damon razem wychodzili, oni zostawali sami. Świetnie się dogadywali. Dlaczego to właśnie on ich zdradził ? Milion pytań kłębiło się w jego głowie. Nic jednak nie powiedział. Jedynie ruszył do wyjścia za pozostałymi. Nie chciał się nad tym zastanawiać, wystarczająco już miał problemów. Kolejne były zbędne. Mikealson wiedział jednak, że nie może powiedzieć im całej prawdy. 

   Mimo, że Stefan próbował ją uspokoić , to ona nie dała się zwieźć. Coś było nie tak. Zastanawiała się, czy nie powinna powiedzieć mu o tym mężczyźnie którego ostatnio często spotykała. Bała się, że może ma to jakiś związek. A miało, tylko ona nie była świadoma jeszcze jak bardzo to wszystko się łączyło. Podeszła do okna, rozmyślając. Dawno nie dzwoniła do mamy. Nie chciała jednak teraz telefonować i kłamać jej, że jest w porządku. Bo nie było. Podeszła do laptopa, który był włączony i zobaczyła prawie skończony artykuł. Wiedziała, że jej przyjaciółka nie pogniewała by się, jeśli ona go przeczyta. Będzie nawet szczęśliwa, jeśli ktoś na kim jej zależy wypowie się i wyrazi swoje zdanie na jego temat. Zaczęła czytać. Gdy skończyła, pomyślała, że Elena ma talent. Kiedyś czytała jej mini powieść. Była ona kryminalna ale zawierała w sobie nutkę romansu. Była świetna. Chciała, żeby ktoś dał jej przyjaciółce szanse i opublikował te słowa. Jak na razie musiała jedynie pocieszać się od czasu do czasu rubryką, która umówmy się, przecież nic nie wnosiła. Zapisała plik. Gilbert często o tym zapominała. W przeciwieństwie do blondynki. Ona wszystko musiała mieć zaplanowane i zapięte wręcz na ostatni guzik. Jak bal na zakończenie liceum. Organizowała go. Był idealny, mimo że kosztował ją sporo nerwów. Telefon zadzwonił, rzuciła się do niego. Może myślała że to szatynka a może Bonnie się odezwie. Jednak był to człowiek, który chwilę wcześniej z nią rozmawiał. 
- Coś się stało ? – zapytała, nawet nie witając się po raz kolejny, przecież dziś rozmawiali już kilka razy.
- Nie, tylko chciałem się spotkać, mogłabyś wyjść przed akademik ? Będę za 5 min. – zapytał, realizując już ich plan.
- Jasne, ale może wejdziesz ? Czemu mamy się spotykać na zewnątrz ? 
- Śpieszę się, a tylko chciałem Ci przekazać jedną rzecz ok. ? – kłamał jak z nut.
- No dobra, do zobaczenia. – powiedziała i rozłączyła się. Zdziwił ją ten telefon. A może to głos Stefana. Był jakiś taki „nieswój” .Ale nie chciała się nad tym zastanawiać, ruszyła w kierunku szafy w celu znalezienia jakiejś odpowiedniej bluzy, bo na dworze było chłodno.

   Mulatka ocknęła się po raz kolejny. Nadal ciemne pomieszczenie, jednak czuła jakby ktoś włączył ogrzewanie, bo nie odczuwała już zimna. Trzęsła się, ale to nie z powodu temperatury. To było spowodowane strachem. Próbowała, przyzwyczaić wzrok, aby móc dostrzec coś poza ciemnością. W małym stopniu, ale się jej to udało. Widziała poszczególne rysy ustawionych przedmiotów. Było chyba łóżko, fotel, jakieś biurko, szafa. Wszystko sprawiało wrażenie, całkowicie zwykłego pokoju. Ale to nie zmyliło dziewczyny. Tak czy inaczej, została porwana. Nie miała pojęcia gdzie się znajduję, ani tym bardziej kto to zrobił. Drzwi uchyliły się, przez co do pomieszczenia zostało wpuszczone trochę światła. Dała rade zauważyć, dwie postacie. Co prawda, twarzy nie dostrzegła ale słyszała rozmowę, która nawet nie miała być tajemnicą. Osoby, które w niej uczestniczyły nie zabiegały o to.
- Zostanę z nią. Będę pilnował. – powiedział ktoś męskim głosem.
-Dobra, ale wiesz Mikaelson, mamy na Ciebie oko. Jeśli nas zdradzisz, to po Tobie. – odpowiedział mu ten nieprzyjemny, wcześniej już słyszalny przez Bonnie głos.
- Nie macie się o co obawiać. Jestem z Wami. – na tym rozmowa się skończyła. Jeden z mężczyzn odszedł a drugi wszedł do pomieszczenia. Bennet poczuła napływającą salwę strachu. Pstryk. Cały pokój oblał się światłością, która z początku oślepiła nieco dziewczynę. Zamknęła oczy, ale stopniowo próbowała przyzwyczaić się, tym razem nie do ciemności ale do tego aby móc przyjrzeć się gdzie się znajduje. Tak jak wcześniej się domyślała, był to zwyczajny pokój. Dywan, dwa fotele. Po prawej stronie stał jednak stół, a nie biurko. Ściany miały kolor ciemnego fioletu. W kącie była szafa, zwyczajna z wyglądu. Obok łóżko, dość sporych gabarytów. Wszystko sprawiało wrażenie, że nie pasuje do obecnej sytuacji. Do porwań, które są reżyserowane w telewizji. Oczywiście, była przywiązana do krzesła, które stało na środku, ale mimo to, wnętrze nie było obskurne i odstraszające. Dawało przyjemna atmosferę. Nie wiedziała jaka jest pora dnia. Okna była zasunięte przez rolety, co powodowało, że nie potrafiła tego określić. Znajdowały się również drzwi. O jednych już trochę wiedziała, domyślała się, że prowadzą do wyjścia, ale za to o drugich nie miała pojęcia. Jej rozkojarzenie i widoczną obserwacje terenu zauważył stojący nieopodal mężczyzna. Zamknął drzwi na klucz, który wsadził do kieszeni swoich spodni, po czym odezwał się, chcąc zwrócić na siebie wreszcie uwagę.
- A więc, Bonnie Bennet. – odezwał się, jego głos nie odstraszał dziewczyny, tak jak jego towarzysza, ale tak czy inaczej dziewczynę ogarniał lęk. Powiedziała sobie wcześniej, że nie będzie się odzywać, o nic pytać. Ale nie wytrzymała.
- Kim jesteś ? – niemal wykrzyknęła.- Gdzie ja jestem ? Wypuść mnie ! – tym razem dała już upust swoim emocjom. Zaczęła się szarpać, ale nic jej to nie pomogło. Tylko pogorszyło sytuacje, ponieważ wygięła ręce powodując ból, a sznury mocniej docisnęły się do jej ciała.
- Spokojnie, spokojnie – zaczął mężczyzna, podchodząc do niej. – Nie szarp się. – powiedział, trochę za późno to, ale i tak by nic nie wskórał, ponieważ brunetka była bardzo uparta. – Pytałaś, o mnie ? No tak, więc Kol Mikaelson, miło mi – powiedział a na jego twarzy malował się uśmiech. Nie mogła odgadnąć czy miało mieć to ironiczny wydźwięk, ale nie chciała nad tym się zastanawiać.
- Gdzie ja jestem ? – tym razem nieco łagodniej zapytała, chociaż i tak słyszeć dało się drżenie i obawę.
- Długa historia. – odpowiedział. – Jak na razie chwilę tu posiedzisz. I nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi. – zakończył szatyn, chociaż domyślał się że nie ma ona o niczym pojęcia.
- Ale ja nic nie wiem – znów krzyknęła.
- To się dowiesz, w swoim czasie. – kolejny uśmiech, denerwowało już to ją.
- Czemu mnie nie wypuścisz ? Błagam Cię. Puść mnie. Ja nic nie zrobiłam. Proszę Cię. Boję się. Puść mnie. – rozpoczęła swój słowotok, tak straszliwie się obawiała co może się stać. – Kol , proszę… - próbowała wzbudzić w nim chociaż odrobinę litości. To wszystko zdarzyło się tak nagle, a ona sama nie miała świadomości co takiego zrobiła, że jest gdzie jest.
- Nie mogę, w sumie to nawet nie chcę, ale skoro i tak muszę tu siedzieć i Ciebie pilnować to…- po tych słowach podszedł do dziewczyny i rozwiązał sznury, które unieruchomiły ją.  – Tam jest łazienka - wskazał na drzwi o których dziewczyna wcześniej myślała, gdzie prowadzą. W szafie powinnaś znaleźć coś czystego. Mimo, że miał przebywać w tym pomieszczeniu, to i tak otworzył drzwi, a po chwili nie było go już tam. Słychać dało się tylko dźwięk zamykanego na klucz zamka. Bonnie wstała i podbiegła do nich , waląc w nie zaciśniętymi dłońmi.
- Wypuśćcie mnie – krzyczała. – Proszę, pozwólcie mi stąd wyjść i wrócić do siebie. Błagam. – lecz te słowa nic nie zdziałały, nie mając już więcej siły opadła, zakrywając twarz dłońmi. Z jej oczu wreszcie popłynęły łzy. Bała się.

   Chłopak, gdy opuścił budynek zadzwonił do swojego szefa, aby powiedzieć mu co zamierza. Czuł się jak jakiś niewolnik, który musi się z wszystkiego spowiadać, ale to było konieczne.
- Nate ? – spytał, a gdy po drugiej stronie usłyszał głos swojego przełożonego, wiedział że to on.
- Tak, czego chcesz ? – szorstko jak zawsze, odpowiedział pytaniem.
- Wyszedłem na papierosa. Dziewczyna siedzi zamknięta, nie ma szans uciec. – wytłumaczył się.
- Jasne, ale wróć szybko.- skwitował i momentalnie się rozłączył.
Spodobało się to mężczyźnie. Miał chwilę aby skontaktować się z bratem. Fajki były czystym wykrętem. Nie palił. Na kilku misjach się tego oduczył. Odblokował telefon, który wcześniej, służył mu by skontaktować się z szefem, teraz zadzwonił do Klausa. Po jednym sygnale usłyszał jego głos.
- Co jest ? – spytał zdenerwowany.
- Jestem z Bennet. Żyje. – tylko tyle powiedział i się rozłączył. Takimi krótkimi zdaniami mieli się informować. Tak ustalili.
Mimo wszystko, na twarzy blondyna pojawił się uśmiech. Skoro mulatka żyję, to z Eleną musi być tak samo. Lecz nie zmieniało to faktu, że blondynkę trzeba gdzieś ukryć, i to zadanie należało do niego.

   Nate siedział w swoim biurze. Tym razem był sam. Zastanawiał się nad wszystkim. Od dawna jego rodzina a teraz on chcieli przejąć majątek miasta Mystic Falls. Znalazł on kogoś, kto był z tym powiązany, ale nie mógł sam się do niego dobrać. Ta osoba z nim współpracowała, sama pragnęła odzyskać to, co jego dziadek zaprzepaścił. Mieć kontrolę nad wszystkim. Tak jak te dziewczyny, chociaż one pewnie nawet nie zdają sobie sprawy ile ich rodziny znaczą, mimo że żyją w tak maleńkiej mieścinie. Ile w ogóle znaczy to miasto. I jak wielki zawiera ono dorobek. Zastanawiał się, czemu nikt ich o tym nie powiadomi, nie uświadomi im tego. Nie są już małolatami, mają po 20 lat, same mogłyby się wszystkim zająć, przejąć to. No ale ich krewni nie są na tyle inteligentni, żeby to wytłumaczyć. Teraz za to zapłacą. To on miał zostać dowódcą tej organizacji. Tej grupy , aby wreszcie od niego mogło wszystko zależeć. Wyciągnął z kieszeni papierosa i odpalił go. Lubił ten smak, nikotyna dawała mu uspokojenie. Wkraczała powoli, początkowo powodując, nieprzyjemny i wręcz nielubiany smak, ale następnie stopniowo uzależniała. Taki też on chciał być. Chciał stać się jak nałóg, któremu wszyscy będą poddani. Był już o krok od tego. Miał dwie dziewczyny ze sobą. Mógł się ich w każdej sekundzie pozbyć, taki był jego początkowy plan. Ale kiedy dowiedział się, że nawet gdy wszyscy potomkowie trzech rodzin założycielskich, zginęli by, to i tak nie pozwoliło by mu na przejęcie grupy i stanie się przewodniczącym rady. Musiał je porwać  i zmusić do podpisania umowy, która by na to pozwalała. Musiał je zastraszyć. Każdy swój kolejny ruch dokładnie planował, przecież były chronione. Dość mało umiejętnie, jak zauważył. Dopalił fajkę, a następnie jej resztkę dogasił i wyrzucił do kosza. Miał przewagę, czuł to. Wyciągnął swoją komórkę, ponieważ chciał skontaktować się z człowiekiem, który był mu bardzo pomocny w tej sprawie, który znał jedną z nich i był z nią związany, ale tak jak i jemu zależało na władzy i pieniądzach. Więc postanowił do niego się przyłączyć. Otworzył listę kontaktów. Przejechał prawie na sam dół, szukając jednego imienia i nazwiska, a gdy już znalazł połączył się. Na ekranie pojawiły się dane. „Tyler Lockwood”.

   Brunet siedział za kierownicą, jechał w wyznaczonym kierunku. Miał misje, chciał odzyskać to co utracił jego dziadek. Z tyłu na fotelach leżała nieprzytomna dziewczyna. Kiedyś byli przyjaciółmi, To on, przecież był chłopakiem jej najlepszej przyjaciółki. A tak… Caroline. Przed oczami Tylera ukazała się twarz blondynki. Naprawdę mu się podobała, ale czy ją kochał ? Już w momencie gdy zaczęli chodzić ze sobą, robił to tylko dla przyszłych korzyści. Później miał wyrzuty, ona była taka dobra i prawdziwa a on ja okłamywał. Dlatego wyjechał. Opuścił, to miasteczko, które tyle tajemnic w sobie kryło, a większość zwykłych ludzi nie miała o tym pojęcia. Usłyszał dźwięk dzwonka, popatrzył na telefon. Dzwonił jego szef, który zarządzał całą sprawą. Owszem byli wspólnikami, ale Tyler wiedział, że już niedługo, gdy zdobędą władze nad organizacją, jego też się pozbędzie, przyłożył komórkę o ucha.
- Tak słucham ? – spytał, w miarę swobodnym tonem głosu, mimo jego nienawiści do tego człowieka, musiał sprawiać pozory, jakby go szanował i liczył się z jego zdaniem, tak jednak nie było.
- Lockwood, jak tam nasza kolejna mała zdobycz ? – jego głos był taki jak zawsze, mocno nieprzyjemny. Na te słowa brunet się roześmiał. Następnie dodał.
- Wszystko jest OK. Wieziemy ją tam, gdzie ustaliliśmy. Jak do tej pory jeszcze się nie obudziła, ale to dobrze. Lepiej żeby mnie nie zobaczyła.
- Jasne, bądź jak najszybciej.- skomentował Nate i rozłączył się.
- Oczywiście – powiedział sam do siebie a na jego twarzy ukazał się kpiący uśmieszek.

   Dziewczyna czuła, jak ktoś ją niesie na rękach. Ale nie potrafiła otworzyć oczu, była taka słaba. Nic nie pamiętała. Czuła również, że położono ją na jakimś łóżko, czy czymś w tym rodzaju. Głowa okropnie ją bolała. Ból był niesamowity. Teraz wspomnienia jakby do niej powoli wracały, pamiętała, że wyszła z akademika po coś do picia. Potem ktoś zaczął ją dusić, zdążyła ujrzeć rękę a na niej charakterystyczną bliznę. Jednak nie potrafiła sobie przypomnieć skąd ją kojarzy. Otworzyła wreszcie na pół oczy, do jej uszu dochodziły ciche dźwięki rozmowy, nie mogła dokładnie zrozumieć o co chodzi, jedynie poszczególne słowa do niej dobiegały. Chciała podnieść się do pozycji siedzącej, ale wtenczas zauważyła że jest cała powiązana, zero możliwości wykonania jakiegokolwiek ruchu, szarpała się, ale nie chciała być zbyt głośna. Jedno słowo usłyszała bardzo dobrze, znała w końcu ten ton głosu, ale nie mogła uwierzyć, że to byłaby ta osoba o której myśli.
- Zrobione – odpowiedział Tyler i zamknął drzwi z zewnętrznej strony na klucz.

   Bracia wsiedli w auto z zamiarem podjechania pod mieszkanie blondynki. Stefan czuł się winny. Był z dziewczynami blisko, a mimo to nie potrafił je ochronić. Wiedział, jednak że najlepszym wyjściem będzie zajęcie się przez Klausa Caroline. Był on bardzo dobrze przeszkolony. Potrafił poradzić sobie z najcięższymi problemami. Miał świadomość tego, że za niedługo musi się skontaktować z szeryf Forbes. W końcu działali razem, a być może ma ona jakieś wskazówki, jakichś szpiegów, którzy będą w stanie określić gdzie znajdują się pozostałe dziewczyny. Damon skręcał już w ostatnią uliczkę, czuli że za nimi podąża Mikaelson, który nie był zbytnio zadowolony z ich planu. Ale nic lepszego nie wymyślą. Młodszego Salvatore’a prześladowały również myśli na temat Kola. Jak jego najlepszy przyjaciel mógł to zrobić i związać się z wrogiem. To było przerażające. Podjechali z boku, aby dziewczyna nie mogła ich zauważyć, stała już na zewnątrz. Klaus na swoim motocyklu minął ich. Teraz czas na ostatecznych ruch. Telefon.

   Wiatr mocno owiewał jej ciało, mimo że dość grubo się ubrała i tak nadal czuła chłód. Obok niej zaparkował motocykl. Znała go. Z chwili na chwilę wzbierał w niej niepokój. Ten mężczyzna nie może tyle razy zjawiać się przypadkiem, odwróciła się tyłem do niego, niecierpliwie stojąc w miejscu i czekając na przyjaciela. Chłopak jednak nie nadchodził, za to za nią zjawił się człowiek, którego ostatnio często spotykała.
- Caroline Forbes ? – spytał, może trochę zbyt ostro i nieprzyjemnie, dźwięk jego głosu spowodował że dziewczyna się wzdrygnęła. Czuć w nim było akcent, bardzo rzadko spotykany. Odwróciła się chcąc popatrzeć na postać.
- Znamy się ? – odpowiedziała pytaniem na pytanie, nie chciała pokazać że się boi.
- Nie, jestem… - po tych słowach, telefon ponownie odezwał się w jej rękach. Odebrała od razu nie zwracając na blondyna stojącego obok niej.
- No, Stefan gdzie jesteś  ? Czekam na Ciebie a jest mi już trochę zimno.- jej monolog przerwał rozmówca.
- Caroline, musisz mnie teraz posłuchać. – poczuła narastający niepokój. Dlaczego jego głos był tak podenerwowany ? – Ten mężczyzna to Klaus Mikaelson. Jesteś w niebezpieczeństwie, musisz z nim jechać. On wszystko Ci wytłumaczy. – Dziewczyna była w niemałym szoku.
- Ale jak to ? Co ty mówisz ? – chciała jakoś zareagować, ale ponownie jej przerwał.
- Nie, ma żadnego ale. Musisz zrobić to o co Cię proszę. Uwierz mi. Nie rób żadnych scen. On nic cie nie zrobi – sam trochę nie wierzył tym słowom. W końcu Klaus potrafił być nieprzewidywalny. Ale ufali mu.
- Stefan…- chłopak rozłączył się, nie pozwalając dziewczynie dokończyć. Popatrzyła na mężczyznę stojącego przed nią. Jego wyraz twarzy nie wskazywał, jakby był zadowolony z całej sytuacji. Zaczął mówić.
- No więc, już wszystko wiesz, teraz pojedziesz ze mną. – skomentował mocnym władczym tonem.
- Że co ? Nigdzie nie jadę. – chciała się bronić. Całe zdarzenie wywołało w niej mnóstwo pytań i niepewności.
- Pojedziesz. – wysyczał do niej, a następnie podał kask. – Jeśli chcesz przeżyć, to pojedziesz. – wskoczył na motocykl i czekał aż dziewczyna nadal będzie się sprzeciwiać, ta jednak tylko popatrzyła ze zdziwieniem i strachem w oczach na niego. Nie wiedziała czemu to zrobiła, ale założyła podany przedmiot na głowę i usiadła za nieznanym jej mężczyzną. Odpalił silnik i z piskiem ruszył w tylko jemu znanym kierunku.


Cześć, cześć, czeeeeść ! Tak więc trójeczka... Szczerze powiem, że trochę ciężko mi się pisało, co pewnie zauważycie. Są wakacje ale ta pogoda mi je rujnuje. A tak było do tej pory w porządku. Niech tylko przestanie padać ! Wtedy znów będzie cudownie. Kiedy napiszę kolejny nie wiem, nie mam pojęcia. Ale myślę, że niedługo. Mam prośbę, ma ktoś może do polecenia dobrą szabloniarkę ? Potrzebuję pomocy ! Chciałabym coś ciekawego na tego bloga a może wy kogoś znacie ? Liczę na jakieś podpowiedzi i rady. Tak więc pozdrawiam Was wszystkich i do napisania !
xxx